Dyskusja na temat zagospodarowania zabytkowego tartaku Raphaelsohnów w Zakolu Łyny w Olsztynie trwa od 2007 roku. Przypomnę, że historię opuszczonego i zaniedbanego budynku na zapleczu Knosały (poniżej) odkrył pasjonat historii Olsztyna Rafał Bętkowski, który starał się losem opuszczonego budynku zainteresować wiele osób, media i organizacje społeczne, ale jak później pisał, trafiał na niewidzialny mur niemożności, a „środowisko olsztyńskie okazało się w tamtej konstelacji układów zupełnie nie przygotowane i za słabe” aby podjąć się ratowania zabytku. Sytuacja uległa zmianie w sierpniu 2007 r., gdy Stowarzyszenie Sadyba złożyło wniosek, dzięki czemu w listopadzie 2007 r. do wojewódzkiego rejestru zabytków został wpisany „budynek w konstrukcji szkieletowej z ceglanym wypełnieniem […] ostatni już przykład architektury industrialnej na terenie pierwszej olsztyńskiej dzielnicy przemysłowej”. Od tego czasu trwa dyskusja nad sposobem wykorzystania budynku. Rafał Bętkowski zaproponował utworzenie muzeum techniki, ja „muzeum industrialnego rozwoju miast i regionu - nowoczesnego muzeum pokazującego drogi dojścia do „nowoczesności”, w którym zabytki techniki oraz przedmioty życia codziennego ilustrowałyby etapy rozwoju”, a więc w zamyśle muzeum narracyjnego ukazującego drogę ku „nowoczesności”.

W dyskusji na temat przyszłości tartaku głos zabierał m.in. profesor Robert Traba (jego życiorys poniżej), który po raz kolejny wrzuca swój kamyczek do „tartacznego ogródka” (tak na prawdę to nie tylko wrzuca kamyczek, ale stawia solidny kamień milowy).
Poniżej jego – jakże interesująca – wizja wyrażona w formie eseju:
Robert Traba
MUZEUM NOWOCZESNOŚCI.
Projekt stosowania historii w przestrzeni miejskiej (Szkic do koncepcji)
Z punktu widzenia człowieka „kultura” jest skończonym wycinkiem bezsensownej nieskończoności wydarzeń świata, któremu nadajemy sens i znaczenie.
Max Weber
Historia projektu muzealnego w zakolu Łyny, zwanego Tartakiem Raphaelsohnów jest już w połowie sukcesem. Obiekt wydobyty z niebytu mógłby dzisiaj być małą folklorystyczną izbą regionalną. Lista tych, którzy uratowali obiekt i wyrwali go z zapomnienia jest długa. Dzięki odkryciu i interwencji najpierw pana Rafała Bętkowskiego, później Krzysztofa Worobca i „Sadyby”, inspirującemu pomysłowi Forum Rozwoju Olsztyna i zaangażowaniu wielu stowarzyszeń, wreszcie dzięki słusznej decyzji Prezydenta Miasta w projekt tchnięto nowe życie, zmieniając jego przeznaczenie na „muzeum techniki i rozwoju”. Obserwując toczącą się pierwszą fazę batalii o przeznaczenie tartaku napisałem w liście otwartym do Prezydenta Olsztyna we wrześniu 2009 roku m.in.:
Opowiadam się za „Muzeum Nowoczesności Olsztyna” [w tartaku Raphaelsohnów ]. Jego merytoryczne ramy nie powinny zamykać się na roku 1945, lecz sięgać do współczesności. Przekraczając granice „niemieckiego” i „polskiego” Olsztyna otwieramy zupełnie nową perspektywę opowieści historii. Symbolem dnia dzisiejszego mogłaby być nie tylko renowacja starego tartaku i przekształcenie go w muzeum, lecz również stworzenie nowoczesnego, architektonicznego kontrapunktu, który stałby się żywym centrum kultury i alternatywną, żywą galerią prezentacji twórczości młodych olsztynian. […] Pewny jestem, że drugiej takiej szansy – stworzenia kreatywnego centrum muzealnego – Olsztyn nie będzie miał w najbliższych dziesięcioleciach.
Pełny sukces nowego projektu muzealnego Olsztyna to nie tradycyjne muzeum techniki, lecz Muzeum Nowoczesności. To zdanie podzielają dzisiaj wszyscy członkowie Rady Programowej. Otwartym pytaniem pozostaje: Czym ma/może być w praktyce Muzeum Nowoczesności w Olsztynie?
NOWOCZESNOŚĆ
Nowoczesność to postęp. Nowoczesność to dobrobyt, rozwój techniki i lepsze życie codzienne. Nic bardziej złudnego, gdybyśmy się chcieli ograniczyć jedynie do tych skojarzeń. Bo nowoczesność to również wielkie transformacje społeczne miażdżące siłą swoich przeobrażeń mniej dostosowane warstwy społeczne, narodowe mniejszości. Nowoczesność to również projekt „nowego człowieka” w systemach autorytarnych i totalitarnych. To wreszcie sztuka, literatura, która zrywa z dotychczasową konwencją, pulsuje i burzy ustalone kanony, by…z czasem ulec komercjalizacji. Nowoczesność to dobrodziejstwo i przekleństwo, które towarzyszyło człowiekowi od zawsze.
Na temat nowoczesnych przemian napisano już cała bibliotekę. Ramy mojej koncepcji tworzą cztery klasyczne już, panoramiczne, naukowe eseje. Dla Kanadyjczyka Morrisa Eksteinsa (Święto wiosny: wielka wojna i narodziny nowego wieku, Warszawa 1996) i Amerykanina Petera Gaya (Modernism. The Lure of Heresy. From Baudelaire to Beckett and Beyond, New York 2008; Powab herezji nie ukazał się jeszcze po polsku) nowoczesność jest wielkim projektem sztuki zanurzonym w przemiany cywilizacyjne początków XX wieku. Wyrazem nowoczesności jest zerwanie z konwencją spróchniałych obyczajów starego świata w ekstatycznym tańcu Wacława Niżyńskiego w rytm muzyki Igora Strawińskiego, granej w teatrze na paryskich Polach Elizejskich. Przełom przynosi poezja Charlesa Baudelaire’a. Obaj autorzy kończą swoją opowieść o kulturze na usługach brunatnego i czerwonego totalitaryzmu. Wojna i Holocaust są przeżyciami granicznymi. Ponowoczesność zrywa wszystkie struktury i konwencje.
W tym momencie zaczyna się opowieść Zygmunta Baumana o Zagładzie, jako również wytworze nowoczesności (Nowoczesność i Zagłada, Kraków 2009, wyd. II poprawione). Bauman pokazuje, że Holokaust i systemy totalitarne były nie tyle wynaturzoną, co logiczną konsekwencją racjonalnych mechanizmów władzy i specyficznie rozumianego postępu.
Jakiej cywilizacji potrzebują Polacy? Pytanie nawiązujące do książki Jerzego Jedlickiego (Jakiej cywilizacji Polacy potrzebują. Studia z dziejów idei i wyobraźnie XIX wieku, Warszawa 2009, wyd. II) odnosiło się do polskich dylematów tożsamościowych w okresie braku państwowości; poszukiwania modelu nowoczesności narodu i autodefiniowania się w konfrontacji z przeobrażeniami XIX wieku. Dzisiaj pytanie nie straciło aktualności, zyskuje tylko nowy kontekst współczesności.
MUZEUM
Dyskusja o potrzebie wyjścia z ciasnej formuły „muzeum jako świątyni”, o tworzeniu muzeum otwartego, o narracyjności i wizualizacji historii toczy się w Europie ze szczególnym nasileniem od lat 90. XX wieku. Muzea wyszły z zabytkowych obiektów. Nadają swoim kształtem nowego wyrazu nie tylko tak zróżnicowanym przestrzeniom miejskim, jak Berlin (Muzeum Pomordowanych Żydów Europy według projektu Petera Eisenmana czy Muzeum Żydowskie według projektu Daniela Libeskinda), lecz ingerują też w tak trwałe, niezmienne od wieków struktury urbanistyczne, jak Wiedeń. Wiedeń długi czas reagował alergicznie na pomysł stworzenia Museums Quartier w centrum zabytkowego miasta.
Społeczność Wiednia – mówił na łamach krakowskiego „Herito”, nr 3, austriacki polityk, wieloletni wiceburmistrz Wiednia, Erhard Busek – jest bardzo konserwatywna, zbyt zapatrzona w przeszłość, dlatego tak trudno wytyczać nowe drogi. [Museums Quartier] to był projekt mniejszości, ale udało go się skutecznie przeprowadzić.
Potrzeba było do tego najpierw wizji, odwagi w łamaniu utartych wyobrażeń o mieście i wreszcie współdziałania ludzi kultury, społeczników z władzami miasta i władzami centralnymi. Dzisiaj rozmach Museums Quartier wpisał się na trwałe w krajobraz Wiednia, stając się jego marką równą wybitnym obiektom czasów świetności monarchii habsburskiej.
W Polsce dyskusja o nowych formach muzealnych nabrała dynamiki od czasu otwarcia Muzeum Powstania Warszawskiego (2004). Temat muzealny stał się jednym z centralnych wydarzeń Kongresu Kultury Polskiej w 2009 roku. Profesor Andrzej Rottermund apelował:
Muzea w Polsce mają do odegrania role szczególną. Po pierwsze jako repozytoria rzeczy najcenniejszych, uratowanych od zniszczenia lub rabunku (…). Po drugie, jako miejsca wszechstronnej edukacji społecznej (…). Działalności muzeum w naszym kraju winno więc przyświecać dzisiaj przekonanie znanego muzeologa Barry Lorda, że muzeum jest przede wszystkim dla ludzi, a nie dla rzeczy. Pamiętać jednak należy przy tym, że chociaż służba społeczeństwu jest najważniejszym zadaniem muzeum, to nie może to jednak w żadnym wypadku oznaczać schlebiania gustom publiczności czy przymykania oczu na niedostatki wiedzy (cyt. z: Muzeum w procesie przemian, w: Muzeum – przestrzeń otwarta?, Warszawa 2010, s. 13 – 25).
Rottermund dostrzegając potrzebę zmian, przestrzegał jednocześnie przed rodzajem ideologizacji sfery muzealnej, przekształcaniem jej w park bezrefleksyjnej rozrywki, poddanej dyktatowi masowej turystyki, nowych mediów i polityki. Nestor polskich muzeologów nie przekreślał jednak szans dla nowych form muzealnych. W tej przestrzeni „pomiędzy”, czyli między skrajnościami koncepcji muzealnych dostrzegam szansę dla Muzeum Nowoczesności w Olsztynie.
Tę szansę najlapidarniej można zdefiniować za pomocą czterech kluczowych pojęć, określających ramy ideowe olsztyńskiej debaty muzealnej: miejsce, kontrowersyjność, wieloperspektywiczność oraz tożsamość. Francuski antropolog, Marc Augé wprowadził do dyskusji o współczesnej tożsamości pojęcie nie-miejsca. Nie-miejsca to wszystkie amorficzne przestrzenie, w których jesteśmy, przez które przechodzimy nie zauważając ich szczególności: dworce lotnicze czy kolejowe, sklepy, ale też parki tematyczne, w których historia służy tylko rozrywce. Nie kształtują one ani tożsamości, ani międzyludzkich interakcji. Są puste, pełnią rolę pasa tranzytowego a nie miejsca spotkania, poznania, tworzenia więzi społecznych. Muzeum, które skupi w sobie zarówno interesujące eksponaty, jak i ciekawą wielowątkową wizualizację przeszłości może stać się MIEJSCEM kulturotwórczym, zarówno dla zwiedzających, jak i dla samego miasta. Gwarantem kulturotwórczej roli muzealnej opowieści jest kontrowersyjność i wieloperspektywiczność. Tylko wówczas, gdy nie będziemy unikać tematów trudnych, gdy będziemy konfrontować skrajne postawy i wyobrażenia możemy zachęcić do aktywnego zwiedzania. Dzięki temu widz przestanie być biernym odbiorcą, będzie mógł podmiotowo, aktywnie uczestniczyć i komentować muzealne wizualizacje. W ten sposób, chcąc nie chcąc muzeum przybiera charakter tożsamościowego, tyle że ta tożsamościowość jest otwarta. Jej sens nadaje nie uczenie czy pouczanie kogoś, lecz UCZENIE SIĘ z historii, traktowane jako proces zwrotny. Stosowanie historii w przestrzeni miejskiej przestaje być zabawą w rekonstrukcje historyczne. Nabiera formy dialogu obywatelskiego i jednocześnie przeobrażania struktury miejskiej.
NOWOCZESNOŚĆ I MUZEUM W OLSZTYNIE
1.
Olsztyn nie był i nie będzie, ani Wiedniem, ani Paryżem. Olsztyn ma jednak potencjał na muzeum, które swoją atrakcyjnością może się równać z najlepszymi europejskimi projektami. Jego przeszłość ostatnich około 150 lat w mikrohistorycznym wymiarze opowiada dzieje niedokończonego i przerywanego projektu modernizacji Polski, Niemiec, Europy.
Po „złotych czasach” Warmii, między XIV a XVIII wiekiem, Olsztynowi pozostały dwa wybitne obiekty – bazylika konkatedralna św. Jakuba i zamek – oraz pamięć o największym „moderniście wszechczasów”: Mikołaju Koperniku. Od schyłku XVIIII wieku Olsztyn był miasteczkiem bez większego znaczenia, wyspowym przedłużeniem wiejskiego otoczenia południowej Warmii. Koło zamachowe wielkich przemian uruchomiła modernizacja państwa pruskiego po roku 1870/1871. Była ona możliwa nie tylko dzięki wpływowi ogromnych francuskich kontrybucji, ale również poprzez przekształcenie całych Prus Wschodnich w obronny bastion przeciw Rosji, co spowodowało napływ tysięcy żołnierzy ich rodzin. W konkurencji do Ostródy i Ełku Olsztyn stał się centralnym węzłem kolejowym południowych Prus Wschodnich (1872), a wkrótce trzecim administracyjnie (1905) i czwartym demograficznie miastem prowincji. W tym między innymi czasie powstał tartak Raphaelshonów, kształtowała się mała dzielnica przemysłowa. Swoją pierwszą architektoniczną pracę pozostawił Olsztynowi jeden z najwybitniejszych na świecie twórców architektury XX wieku – Erich Mendelsohn. Z miasta urzędniczo-koszarowego Olsztyn przekształcił się w znaczący, regionalny ośrodek rzemiosła i małego przemysłu. Nie udało się jedynie kulturze. W tej dziedzinie Olsztyn pozostał prowincją prowincji.
Od końca XIX wieku Olsztyn żyje rytmem wielkich europejskich przemian w skali czasami przekraczającej potencjał jego możliwości. Ślady zostawiła tu I wojna światowa, druga faza modernizacji po jej zakończeniu oraz II wojna światowa, której najtragiczniejszym epizodem był – cytując Stanisława Piechockiego – eksperyment „czyściec zwany Kortau”.
Z perspektywy nowoczesności interesująco rysuje się natomiast historia polskich Warmiaków. Z jednej strony kształtowanie się współczesnych narodów z samej istoty procesów nation building jest projektem modernistycznym. Z drugiej strony, w przypadku polskich Warmiaków, procesy te były osadzone w głęboko zakorzenionej tradycji, przywiązaniu do Kościoła katolickiego. Na przełomie XIX i XX wieku mniejszość polska na Warmii, podobnie, jak w innych częściach Prus, stała się niewygodnym elementem w procesie ujednolicania administracji i oświaty potężniejącego państwa niemieckiego. Tworzy własną, specyficzną kulturę w opozycji do dominującej kultury niemieckiej.
Rewolucję demograficzno-przemysłowo-kulturalną przeżył Olsztyn po II wojnie światowej. Na początku towarzyszył jej wielki, często tragiczny transfer ludności. Symbolem olsztyńskich przemian mogą być obiekty, które jak w soczewce skupiają kontrowersyjność nowoczesności: Ideologiczny pomnik „Wdzięczności Armii Czerwonej” (zwany potocznie „szubienicami”), dłuta jednego z czołowych, nie tylko polskich rzeźbiarzy dwudziestolecia międzywojennego – Xawerego Dunikowskiego – zbudowany częściowo z płyt pomnika tannenberskiego, który uchodził za jedno z najwybitniejszych dzieł sztuki pomnikowej w Niemczech; Olsztyńskie Zakłady Opon Samochodowych „Stomil” – pokazowy produkt polityki gospodarczej lat 60. (1961 rozpoczęto budowę a w 1967 zaczęto produkcję), dzisiaj jeden ze znaków rozpoznawczych europejskiego potentata w przemyśle opon samochodowych – Michalin; Planetarium – jako symbol przemian w epoce gierkowskiej; Galeria handlowa „Alfa Centrum” – jako przykład skomercjalizowanego świata niby-kultury XXI wieku, burzącego przestrzeń urbanistyczną Olsztyna.
Przykłady można mnożyć, rozwijać, wyostrzać, uszczegóławiać.
2.
Sensem muzeum narracyjnego jest opowieść o przeszłości za pomocą konstruowania przestrzeni, wyboru eksponatów, wizualizacji plastycznych. W moim mniemaniu nie tylko chodzi o to, by „poczuć”, „przeżyć” i … zapomnieć, a przy okazji trochę się pobawić. Chciałbym, żeby muzeum poznanie łączyło z autorefleksją, żeby interakcyjny sposób konstrukcji wystawienniczej dawał odbiorcy (nie widzom) impuls do dalszego stawiania pytań i poszukiwania własnych odpowiedzi. Znam w takim duchu tworzone muzea. Poprzez fakt, że dotykają one najczęściej wojny, okupacji przekraczają warstwę dydaktyczną brnąc w ślepą uliczkę nie tyle muzeum tożsamościowego, co ideologicznego. Olsztyńskie muzeum powinno być tożsamościowe, ale jednocześnie w pełnym znaczeniu tego słowa otwarte, kontrowersyjne, ale nie konfliktowe, wieloperspektywiczne, ale nie ideologiczne.
Nieprawdą jest, że na taki projekt jest za mało miejsca. Miejsce to nie dwa budynki (tartak i zajezdnia), lecz cała możliwa do zagospodarowania przestrzeń zakola Łyny, łącznie z tym, że może być ona rozbudowana zarówno „nad” jak i „pod” ziemią! Muzeum powinno wyjść poza tę przestrzeń rozwijając „drogę nowoczesności” w kierunku DOMU MENDELSOHNA, który wkrótce może się stać małym, ale o światowym znaczeniu rarytasem architektonicznym. W takim makro planie MUZEUM NOWOCZESNOŚCI będzie nie tylko obiektem samym w sobie, lecz projektem rozwoju, przedłużenia i ożywienia staromiejskiej struktury. Będzie nie tylko opowiadać, gromadzić eksponaty, ale również kształtować aktywnie NOWOCZESNY Olsztyn.
3.
To jest wizja i dobry pomysł, tyle że – jak skonstatował Erhard Busek – „dobre pomysły charakteryzuje wysoka umieralność”. Muzeum takich niezrealizowanych pomysłów „byłoby zwierciadłem każdej generacji – tego, co w danym czasie było możliwe, ale nie zostało wcielone w życie”. Olsztyn ma szansę realizacji Muzeum Nowoczesności z kilku względów. Jest pomysł. Jest siła i potrzeba społeczna. Jest wstępna przychylność władz miejskich. Jest czas na debatę i porządne przygotowanie strategii. Rozpoczyna się pierwszy etap: rewitalizacja tartaku Raphaelsohnów w ramach działalności Miejskiego Ośrodka Kultury. Ten etap potrwa 5 do 7 lat. Powstaje program kulturalny wokół Muzeum. Równolegle powinna następować profesjonalizacja makro projektu: Muzeum Nowoczesności. Już od 2013 roku powinno się ono stać samodzielną instytucją miejską (z czasem w koalicji z władzami wojewódzkimi i centralnymi). Jej zadaniem byłoby opracowywanie szczegółowej koncepcji, gromadzenie zbiorów, specjalistyczne badanie dziejów miasta, związków między rozwojem techniki i kultury w ciągu ostatnich 150 lat historii Europy. Teraz jest czas na debatę a w przyszłym roku na podejmowanie strategicznych decyzji.
Robert Traba – ur. 1958 w Węgorzewie, od 1976 r. mieszkaniec Olsztyna; historyk, kulturoznawca; współzałożyciel olsztyńskiego stowarzyszenia Wspólnota Kulturowa „Borussia” i redaktor kwartalnika „Borussia”; od 2006 r. dyrektor Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie, profesor w Instytucie Studiów Politycznych PAN i na Freie Universität w Berlinie. Twórca dwóch wystaw: „Polacy – Niemcy. Między bliskością a obcością” (Biblioteka Narodowa, 2005), „My, berlińczycy! Historia polsko-niemieckiego sąsiedztwa” (Ephraim Palais i Märkisches Museum w Berlinie, 2009). Członek rad naukowych dwóch wystaw w Niemieckim Muzeum Historycznym w Berlinie („I wojna światowa”, 2002 – 2004, „Porządek i Zagłada”, 2009 – marzec 2011), największej polskiej wystawy sztuki „Obok. Polacy – Niemcy. 1000 lat historii w sztuce” (2009 – 2011). Od 2009 roku zasiada w radzie naukowej nowo tworzonego niemieckiego muzeum narodowego „Märzgefallene 1848”, powstającego w przestrzeni parkowo-cmentarnej berlińskiego Friedrichshain, gdzie pochowani zostali powstańcy Wiosny Ludów i rewolucjoniści 1918 r.