16 maj 2012

 

 

….- czyli opowieść o obrazie który od 150 lat wisi  w Ukcie na Mazurach! *

Wstęp

O niewielkiej Ukcie na Mazurach głośno było w mediach pod koniec kwietnia i na początku maja tego roku, za sprawą ….obrazu, który od prawie 150 lat wisi w miejscowym kościele, ponieważ autorstwo obrazu przypisuje się Girolamo Muziano – Włochowi żyjącemu i tworzącemu w XVI wieku! Jak obraz tej klasy trafił w II połowie XIX wieku na Mazury? Wydaje się, że nikt nie zadał sobie trudu wyjaśnienia tajemnicy tak przedziwnej historii: jak i dlaczego obraz z berlińskiego muzeum trafił do zapewne nieznanej w stolicy państwa pruskiego niewielkiej wioski położonej w Wielkiej Dziczy (Grosse Wildnis,) jak nazywano niegdyś Puszczę Piską, gdzieś na peryferie państwa, czyli tam gdzie przysłowiowy diabeł mówił dobranoc!

Im dłużej oglądałem obraz w kościele parafialnym w Ukcie, tym bardziej nie dawał mi on spokoju. Po wielu wizytach w różnych włoskich muzeach i kościołach, po obejrzeniu wielu znajdujących się tam obrazów z okresu cinquecento, zaintrygowany ich podobieństwem stylistycznym do obrazu z Ukty, postanowiłem powrócić do poszukiwania informacji na temat jego autora. Jesienią 2010 roku po powrocie z kolejnego wyjazdu do Włoch natrafiłem na szerszą informację o malarzu noszącym nazwisko Girolamo Muziano…Włochu żyjącym i tworzącym w II połowie XVI wieku! A to co znalazłem na temat malarza oraz historii obrazu i jego obecności w małej mazurskiej wiosce, wprawia w zdumienie….

Gdzie i co pisano o obrazie w Ukcie

W „Ilustrowanym przewodniku po Mazurach Pruskich i Warmii” z 1923 roku, niezastąpionym źródle wiedzy krajoznawczej po tym obszarze, Mieczysław Orłowicz informował:

Stara Ukta [...] Miasteczko, które z przysiółkami liczy do 1200 mieszkańców (w połowie Niemców) stanowi z okolicznymi wsiami jak gdyby oazę wśród lasów Puszczy Jańsborskiej. Kościół z 1864 r. murowany stoi na wzgórku – obok drewniana dzwonnica. W ołtarzu obraz Muziana „Złożenie do grobu”, własność Muzeum Sztuk Pięknych w Berlinie„.

Informacja ta była powielana w wielu późniejszych opracowaniach, przewodnikach oraz publikacjach, jednak nikt z autorów tych opracowań nie rozszerzał podanej przez Orłowicza informacji, tylko pomijano w nich nazwisko autora obrazu, choć w wydanej w 1975 roku monografii „Mrągowo. Z dziejów miasta i powiatu” powtórzono za Orłowiczem informację:

w ołtarzu znajduje się obraz Muziana” Złożenie do grobu” lecz jej nie rozszerzono.

W spisie kościołów dekanatu piskiego z 1985 r. zamieszczono znacznie szerszy opis ukciańskiego kościoła ale zawierający liczne błędy dotyczące daty wzniesienia kościoła i jego wystroju oraz stylu znajdującego się w nim obrazu: „W prezbiterium  skromny neogotycki ołtarz z barokowym obrazem opłakiwania Chrystusa po zdjęciu z krzyża.”

Nawet wojewódzki konserwator zabytków, który w grudniu 1989 roku wpisał kościół w Ukcie do rejestru zabytków nieruchomych województwa warmińsko-mazurskiego, nie wpisał znajdującego się w nim obrazu do rejestru zabytków ruchomych, pomimo, że wcześniej, w sierpniu 1987 roku została dla niego sporządzona tzw. biała karta zabytku. W karcie tej prawidłowo podano wprawdzie imię i nazwisko autora i dokładnie opisano tematykę obrazu  oraz przytoczono źródła i bibliografię, którą pozwalała na identyfikację malarza, ale nie tylko nie ustalono proweniencji obrazu, nie sprawdzono informacji na temat jego autora, ani czasów w którym on tworzył i mylnie określono obraz jako „barokowy” (por.: karta nr 8419 z sierpnia 1987 r., rubryka 5)!

Archiwalny widok kościoła w Ukcie

Wieś

W Puszczy Piskiej, w dawnych Krutyńskich Lasach Królewskich, tuż przy przeprawie przez Krutynię jeszcze pod koniec XVIII wieku znajdowały się dwie niewielkie osady. Na lewym brzegu rzeki była Szklarnia Krutyńska (Kruttinger Glaßshütte), na brzegu prawym Janowo (Johannis Krug). Zgodnie z nazwą w pierwszej z nich znajdowała się huta szkła, założona około 1745 roku przez mistrza hutniczego Gregoroviusa (Grzegorzewskiego) oraz leśniczówka. Drugą osadę założył w 1766 roku Johann Prejawa (Jan Przejawa) i była to niewielka osada karczemna (słowo Krug oznacza po niemiecku dzban, ale także wyszynk, gospoda). Zapewne na początku XIX wieku z połączenia obu osad powstała dzisiejsza wieś Ukta (Stara Ukta, niem. Alt Ukta).

W „Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich…”  z 1890 roku można przeczytać:

Ukta Stara i Nowa, wieś kościelna, pow. ządzborski, 27 km od Ządzborka; w okolicy lesistej, kościół parafii ewangelickiej. Ma 1056 mieszkańców ewangelików, mówiących po polsku; trudnią się handlem drzewa, przeważnie jednak rolnictwem i hodowlą bydła; dwa młyny z tartakami, fabryka zapałek, huta szklanna i tartak parowy; kasa leśna i stacja pocztowa, z pocztą osobową do Jansborka i Mikołajek. Parafia ewangelicka z kościołem założone w 1846.

Parafia i kościół

Wieś początkowo należała do ewangelickiej parafii w Nawiadach (Aweyden). Jednak znaczna odległość – około 20 kilometrów jaką wierni z Ukty musieli pokonywać by dotrzeć do swojego kościoła parafialnego, wzrost ilości mieszkańców wsi (w 1839 r. było tu 49 domów i 578 mieszkańców), potrzeba wzmocnienia opieki duszpasterskiej wśród miejscowej ludności oraz zagrożenie utraty wiernych z powodu rosnącej popularności ruchów gromadkarskich, rosnącego wpływu kościoła katolickiego i przybyciem na ten teren starowierców (zwanych też starowierami lub filiponami) doprowadziły do konieczności utworzenia w 1846 roku parafii w Ukcie. Ponieważ nie było tu kościoła, nabożeństwa przez 18 lat odbywały się w szkole – tak długo o budowę kościoła parafialnego zabiegał ksiądz  Gustav Kendzorra.

W 1860 roku podpisano dekret o erygowaniu kościoła, położono kamień węgielny i rozpoczęto budowę świątyni według projektu wykonanego przez Johanna Großa, prawdopodobnie przy współudziale królewskiego architekta dr. Friedricha Augusta Stülera. Patronat nad budową kościoła objął następca tronu Wilhelm Friedrich Ludwig von Preußen z dynastii Hohenzollern, od 1861 roku znany jako król Wilhelm I, a następnie cesarz niemiecki. 4 września 1864 roku uroczyście konsekrowano kościół, który został wzniesiony z czerwonej cegły w stylu neogotyckim, bez wieży, z fasadą skierowaną na zachód i apsydą od wschodu. Fasadę frontową zdobi sygnaturka, w której umieszczono niewielki dzwon, oraz rozeta z nietypowym maswerkiem w kształcie gwiazdy Dawida. W 1937 roku do parafii w Ukcie należało15 miejscowości liczących 3300 wiernych. Po zakończeniu II wojny światowej, wraz z wymianą ludności, nastąpił gwałtowny spadek ludności wyznania ewangelickiego i 29 marca 1981 roku kościół przejęła lokalna społeczność katolicka, a w 1984 roku ostatecznie wykupiono kościół od społeczności ewangelickiej.

Współczesny widok wnętrza 

Skromnie, elegancko i harmonijnie, tak jak bryła kościoła, prezentuje się jego wnętrze. Nad wejściem głównym znajdują się organy wykonane w stylu neogotyckim przez firmę słynnego organmistrza Wilhelma Sauera z Frankfurtu nad Odrą – dar ks. Kendzorra, który przeznaczył na ich zakup 700 talarów ze spadku otrzymanego po śmierci ojca. W prezbiterium znajduje się ołtarz oraz neogotycka nastawa ołtarzowa. Pierwotnie kościół był pięknie malowany i wyglądał – jak na dostojny patronat przystało – królewsko: w odcieniach błękitu pruskiego, ultramaryny i sieny, w całym kościele było wiele złoceń na ścianach, nastawie ołtarza i organach (obecnie kościół jest przemalowany na biało).

Ołtarz

Neogotycka nastawa ołtarzowa jest obecnie pomalowana czarną farbą olejną oraz srebrolem i złotolem. Jak czytamy w „Kronice i statystyce Kościoła Ewangelickiego…” z 1890 roku: Oprawa ołtarza z drewna dębowego w stylu gotyckim, według dr Stülera z Berlina została wykonana w Berlinie przez królewskiego stolarza Franke„.

Mistrz stolarski C. W. Franke w latach 1844-1866 prowadził warsztat w Berlinie przy Margrafenstrasse pod numerem 4. Był nadwornyym stolarzem księcia Waldemara von Preußen, a następnie księcia Wilhelma – następcy tronu i gdy ten w 1861 roku został królem Wilhelmem I, mistrz Franke mógł wychodzące z warsztatu meble sygnować: „Franke, stolarz królewski Berlin”. Jako nadworny stolarz Franke wykonał m.in. wykładany masą perłową i hebanem tron królewski do Kościoła Pokoju w Poczdamie oraz…nastawę ołtarza do kościoła w Ukcie. Nastawa ta, ażurowa i skromna, ozdobiona czterema gotyckimi sterczynami z pąkami liści i kiwatonami oraz dwoma bocznymi niszami jest wykonaną „na miarę” oprawą dla obrazu, który miał stanowić jej najważniejszy element, a zarazem najcenniejszy element całego ołtarza i kościoła. Nie wiadomo, jak przetransportowano wykonaną w Berlinie nastawę do oddalonej o 700 km wsi na Mazurach: w całości czy we fragmentach? Jedno i drugie nie było prostym przedsięwzięciem (nie było wtedy jeszcze sieci kolejowej na Mazurach). To wszystko świadczy o tym, jak wielką wagę przywiązywano do tego królewskiego patronatu i jak bardzo ceniono przekazywany w depozyt obraz.

Obraz Nastawa ołtarza zawiera obraz z łacińskim podpisem (w tłumaczeniu): „Śmierć śmierci nie zadałaby śmierci tej śmierci inaczej niż śmiercią, wtedy bez nadziei życia umarłoby życie „.

Agathon Harnoch w „Chronologii i statystyce kościoła ewangelickiego w prowincjach Prusy Wschodnie i Zachodnie” wydanej w 1890 roku zapisał:

Obraz (…) jest przekazany parafii przez Wysoki Majestat – na prośbę księdza Kendziora – ze zbiorów królewskiego Muzeum w Berlinie, „z zastrzeżeniem pozostania jego własnością i pod nadzorem sprawowanym przez generalnego dyrektora Muzeum, oraz pod warunkiem pieczołowitej opieki i natychmiastowego zwrotu w wypadku gdyby nie był używany zgodnie z obecnymi warunkami„.

Zastrzeżenia króla Wilhelma I dotyczące warunków przechowywania obrazu potwierdzają, że oddawano w depozyt nie pierwszy lepszy obraz zalegający magazyny królewskiego muzeum w Berlinie i że król był świadomy wartości dzieła oddawanego w przechowanie do niewielkiej parafii na Mazurach. W katalogu zabytków Prus Wschodnich i Zachodnich z 1896 roku zapisano: „Obraz ołtarzowy należy do Królewskiego Muzeum w Berlinie i przedstawia zwłoki Chrystusa opłakiwane przez najbliższych. Namalowany przez Muziano„.

 Obraz Girolamo Muziano znajdujący się w kościel w Ukcie

Choć kościół w Ukcie wpisano w 1989 roku do rejestru zabytków nieruchomych woj. warmińsko-mazurskiego, to na listę zabytków ruchomych nie wpisano znajdującego się w ołtarzu obrazu, pomimo że w 1987 roku sporządzono tzw. białą kartę zabytku, w której zapisano: „Obraz (…) umieszczony w neogotyckim ołtarzu głównym„, w rubryce „autor” wpisano poprawnie nazwisko autora „Muziano„, ale styl błędnie określono jako barok. Obraz o wymiarach 145 x113, namalowany na płótnie przedstawia scenę opłakiwania Chrystusa przed złożeniem go do grobu. Zdjętego z krzyża Jezusa przedstawiono prawie nagiego w centralnej części obrazu w otoczeniu pięciu postaci. Zgodnie z tradycją ciało podtrzymują Maria Magdalena oraz Józef z Arymatei. Na drugim planie ukazany jest święty Jan Ewangelista, Matka Boska oraz święty Nikodem. Scena przedstawiona jest na tle skały z grotą, do której ma zostać złożone ciało Chrystusa. W głębi jest widoczny górzysty krajobraz z sylwetką miasta – motyw charakterystyczny dla włoskiego malarstwa okresu renesansu. Obraz nie jest sygnowany, ale jak wynika z cytowanych wyżej publikacji jest dziełem włoskiego malarza Girolamo Muziano. Autorstwo to potwierdza także porównanie kolorystyki, kompozycji, stylu innych obrazów malarza.

Malarz

Girolamo Muziano był włoskim malarzem i rysownikiem, jednym z czołowych przedstawicieli życia artystycznego w Rzymie drugiej połowie XVI w. Urodził się w 1532 roku w Aquafredda (Lombardia), zmarł w 1592 roku w Rzymie, nauki zdobywał w Padwie i Wenecji, a na jego twórczość wpływ wywarli Tycjan, Michał Anioł i Taddeo Zuccaro. Od 1549 roku artysta osiadł na stałe w Rzymie, w którym najbardziej znane i cenione były jego obrazy o treści religijnej, a jego „Wskrzeszenie Łazarza” zyskało pochwałę samego Michała Anioła, który nazwał Muziono „jednym z największych artystów wieku”. W latach 1570-1590 Muziano, jako jeden z najbardziej uznanych malarzy, pracował dla kardynała Hipolita II d’Este oraz papieża Grzegorza XIII.

Girolamo Muziano tworzył freski, obrazy i rysunki, które obecnie można oglądać w zbiorach najbardziej renomowanych galerii na świecie: Muzeum Watykańskim, Galerii Uffizi we Florencji, Luwrze w Paryżu, Muzeum Katedralnym w Orvieto, Royal Collection w Londynie, Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, J. Paul Getty Museum w Los Angeles, National Gallery w Kanadzie oraz… w kościele w Ukcie na Mazurach!

Twórczością Girolamo Muziano zajmuje się Patrizia Tosini, profesor historii sztuki współczesnej na Uniwersytecie Cassino. W liczącym 588 stron dziele „Girolamo Muziano 1532-1592 dalla Maniera alla Natura”, najobszerniejszym opracowaniu poświęconym twórczości artysty, autorka nie wspomina jednak nic o obrazie znajdującym się w Ukcie. W jej książce znajduje się reprodukcja obrazu Livio Agrestiego, malarza z kręgów Muziano, który jest bliźniaczo podobny w kompozycji i przedstawieniu postaci do obrazu znajdującego się w Ukcie (może to jego kopia?) i posłużył jako wzór do uzupełnienia ubytków w obrazie z kościoła podczas konserwacji wykonanej w 2011 roku przez konserwator zabytków Grażynę Dzisko-Wadas (sfinasowanej w całoś przez Fundację na Rzecz Ochrony Przyrody i Krajobrazu Mazurskiego Parku Krajobrazowego i Dorzecza Krutyni. Podczas tej okazji wykonano badania pigmentów użytych przez malarza, co pozwoliło na potwierdzenie, że obraz pochodzi z XVI wieku.

Poszukiwany… choć niezagubiony

W Berlinie nie ma już króla i królewskiego muzeum, od przekazania depozytu do Ukty minęło prawie półtora wieku, przez Uktę przetoczyły się dwie wojny światowe, a mimo to obraz nadal znajduje się w miejscu depozytu określonym przez Wilhelma I. Szczęśliwym zrządzeniem losu Rosjanie, którzy dwukrotnie zajmowali Uktę (w sierpniu 1914 r. i w styczniu 1945 r.), a po zakończeniu II wojny światowej wywozili cenne rzeczy, w tym dzieła sztuki, obraz pozostawili w kościele! Także szabrownicy, którzy po wojnie plądrowali i wykradali wszystko, co miało jakąś wartość, pozostawili cenny obraz na miejscu. Zapewne nikt z nich nie przypuszczał, że w kościele, we wsi położonej gdzieś w Puszczy Piskiej, może znajdować się tak wartościowy obraz. W ten sposób obraz przetrwał w nienaruszonym stanie dwie zawieruchy wojenne pozostając na swoim miejscu. Wiele dzieł sztuki nie miało tego szczęścia, wiele z nich zostało zniszczonych lub zrabowanych i wywiezionych, dlatego w wielu krajach tworzono listy zaginionych i poszukiwanych dóbr kultury. Jedną z nich jest prowadzona przez Urząd Koordynacji w Magdeburgu lista „Lost Art Internet-Datenbank”, obejmująca dobra kultury, które w wyniku II wojny światowej zaginęły, były skonfiskowane, zrabowane lub wywiezione. Na liście tej umieszczono zdjęcie… obrazu z Ukty oraz opis: „Beweinung Christi (Opłakiwanie Chrystusa), autor: Girolamo Muziano, wymiary: wysokość 142 cm, szerokość 110 cm, proweniencja: kolekcja: Galeria Narodowa Gemäldegalerie w Berlinie, nr. inw. B 158, w narządzie: Ukta, Kościół ewangelicki, sposób przekazania: depozyt, data przekazania: 1863. Historia utraty: Ukta (Kościół ewangelicki ).” Umieszczenie obrazu z Ukty na liście poszukiwanych dzieł sztuki może wprawdzie dziwić, ale równocześnie jest swoistym „certyfikatem” autentyczności obrazu i ostatecznym potwierdzeniem jego proweniencji! Obraz jako rzekomo zaginiony umieszczono na międzynarodowej liście utraconych dzieł sztuki, choć nie został ani wywieziony, ani wykradziony, ani zniszczony, tylko od prawie 150 lat wisi w tym samym miejscu. Nie zaginął, tylko popadał w zapomnienie, obrastając kurzem, woskiem, sadzą ze świec i stopniowo tracąc swój włoski koloryt, nabierając coraz bardziej brunatnych barw.

Tak było aż do 2010 roku, kiedy przekonany o wartości i pochodzeniu obrazu poinformowałem o swoim „odkryciu” proboszcza. Ks. Waldemar Sawicki bez wahania podjął decyzję o poddaniu obrazu fachowej konserwacji i przywrócenia mu dawnego blasku (ale to już odrębna historia). W ten sposób został spełniony, określony przez króla pruskiego warunek „pieczołowitej opieki” nad obrazem, a społeczność Ukty może być dumna, że ma tak cenny skarb w swoim kościele parafialnym.

Ps. 

W dniu 18. 04. 2012 roku, aktem notarialnym została złożona wola fundatorów założenia „Fundacji na rzecz Renowacji Zabytkowego Kościoła w Ukcie”, której celam są:

1. renowacja zabytkowego kościoła pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego w Ukcie: budynku, jego wnętrza, ruchomych elementów wyposażenia, a w szczególności przywrócenie historycznego wystroju kościoła, oraz zabytkowej dzwonnicy,

2. rewaloryzacja otoczenia kościoła,

3. promocja kościoła i zabytków z nim związanych oraz ich historii,

4. opieka nad zabytkowymi cmentarzami ewangelickimi należącymi dawniej do kościoła.

Fundacja zamierza realizować cele statutowe między innymi poprzez:

1. organizowanie badań i prac konserwatorskich zabytkowego kościoła i elementów jego wystroju oraz dzwonnicy,

2. organizowanie badań i prac mających na celu przywrócenie należytego stan otoczenia kościoła (drzewostanu i kompozycji roślinnych)

3. finansowanie prac związanych z realizacją celów statutowych określonych w § 6,

4. prowadzenie działalności wydawniczej w zakresie realizacji celów statutowych.

——————–

* streszczenie niepublikowanego opracowania na temat historii kościoła w Ukcie i znajdującego się w nim obrazu (całość zostanie opublikowana w najnowszym numerze kwartalnika Borussia). Rozszerzona wersja artykułu opublikowanego 21. 04. 2012 r. w Gazecie Wyborczej / Olsztyn oraz 2. 05. 2012 r. w Tygodniku Piskim.

O historii obrazu i kościoła w Ukcie można posłuchać w audycji Radia Olsztyn:  http://www.ro.com.pl/posluchaj/dzwiek/6500/Male-Ojczyzny-Sensacyjne-odkrycie-w-kosciele-w-Ukcie/

lub przeczytać: http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,90712,11575940,Obraz_mistrza_z_XVI_w__odkryty_w_mazurskim_kosciolku.html

15 kwi 2012

 

Tegoroczne posiedzenia Sejmu są wyjątkowe. I to wcale nic z powodu ustawy o refundacji leków, reformy systemu  emerytalnego, zamieszania wokół ACTA etc… Otóż podczas posiedzeń Sejmu w styczniu i lutym odbyło się aż jedenaście pierwszych czytań obywatelskich projektów ustaw! Ktoś niezorientowany spyta – a cóż w tym wyjątkowego? Otóż wyjątkowego i to bardzo!

Czytanie każdego projektu ustawy napisanej przez obywateli to „święto” społeczeństwa obywatelskiego! Święto wielkie i niezmiernie rzadkie, bo to jedyna sytuacja gdy „zwykli” obywatele – nie będący posłami czy przedstawicielami rządu stają na sejmowej mównicy i przestawiają posłom swoje, obywatelskie propozycje zmiany ustawionego przez nich prawa! Tylko skoro to tak wielkie święto, to dlaczego o nim tak cicho? Dlaczego nie zostało ono dostrzeżone przez media? A może w pogoni za wydarzeniami „głośnymi” nikt nie zwraca już uwagi na przedstawiane rzeczowo i spokojnie – bez gwizdów, petard i syren, ale za to bardzo konkretne, poparte setkami tysięcy podpisów propozycje i rozwiązania mające na celu poprawę istniejącego prawa?!

O społeczeństwie obywatelskim i demokracji bezpośredniej

O naszych obywatelskich prawach słyszymy (jakże by inaczej? głównie za sprawą mediów!) najczęściej w okresie poprzedzającym wybory (samorządowe, parlamentarne, prezydenckie). To wówczas wszyscy powtarzają nam jak ważny jest każdy nasz głos, że możemy współdecydować o losach państwa (miasta, gminy, województwa), a poprzez wybór posłów do Sejmu  wpływać na stanowione prawo. Po wyborach nasz głos jest już zdecydowanie mniej ważny – zwłaszcza gdy jest to głos sprzeciwu wobec poczynań wybranych przez nas przedstawicieli. Tu i ówdzie słyszymy czasami o potrzebie budowy społeczeństwa obywatelskiego – jednego filarów demokracji społeczeństwa, którego podstawą jest świadomy praw i obowiązków obywatel, zaangażowany na rzecz dobra wspólnego. To zaangażowanie jest dobrze postrzegane gdy obywatel swoimi działaniami wyręcza lub uzupełnia państwo, samorządy lokalne czy instytucje (gdy zajmuję się pomocą potrzebującym dzieciom, młodzieży, starszym, gdy organizuje zbiórkę pieniędzy, prowadzi akcje humanitarne czy sadzi drzewa). Gorzej gdy obywatel domaga się zmiany np. złego jego zdaniem prawa, a nawet próbuje je zmienić. Zapewne dlatego tak rzadko (lub wcale) słyszymy o demokracji bezpośredniej, o tym że możemy wpływać na stanowienie prawa poprzez bezpośrednią ingerencję w jego treść, a mówiąc krótko: sami możemy prawo tworzyć. Czyli o tym, że zgodnie z artykułem 118 Konstytucji inicjatywa ustawodawcza – czyli prawo zgłaszania projektów ustaw-  przysługuje nie tylko posłom, senatowi, prezydentowi Rzeczypospolitej i radzie ministrów ale też „grupie co najmniej 100 000 obywateli mających prawo wybierania do Sejmu” (pełnoletnich). Szczegółowy tryb takiego postępowania określa ustawa z 24 czerwca 1999 r. o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli (ale kto o niej słyszał?). Zgodnie z nią obywatelskie projekty ustaw wraz z ich uzasadnieniem i zebranymi podpisami składa się na ręce Marszałka Sejmu, wyznaczając reprezentanta do udziału w dalszych pracach nad projektem (wcale nie jest łatwo w okresie 3 miesięcy działając społecznie, bez zorganizowanej struktury obejmującej cały kraj i bez funduszy, zebrać 100 000 podpisów pod jakąkolwiek inicjatywą obywatelską – nie tylko ustawodawczą). Po spełnieniu wszystkich warunków formalnych projekt trafia do pierwszego czytania w sejmie, na czas którego „posłem wnioskodawcą” staje się przedstawiciel inicjatywy obywatelskiej, który przedstawia uzasadnienie ustawy i odpowiada na pytania i wątpliwości posłów. Po tym projekt trafia do stosownych komisji sejmowych, a te powołują nadzwyczajne podkomisje (choć zdarzało się, że obywatelskie projekty były odrzucane od razu podczas pierwszego czytania).

10 ustaw obywatelskich w ciągu 12 lat

Ze względu na swój charakter pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy to niewątpliwe „święto” społeczeństwa obywatelskiego i zapewne dlatego odbywa się ono podczas plenarnego posiedzenia sejmu – tak jak projekty najważniejszych ustaw (poselskie projekty najczęściej czytane są na posiedzeniach komisji). To rzadkie święto o czym świadczą statystki: od 1999 r. czyli od ustanowienia ustawy o inicjatywie obywatelskiej do dnia dzisiejszego zainicjowano około 90 obywatelskich inicjatyw ustawodawczych. Zgodnie z danymi uzyskanymi z Kancelarii Sejmu tylko w 35 przypadkach udało się spełnić wszystkie wymogi formalne i projekty ustaw zostały skierowane do pierwszego czytania. Z liczby tej 14 projektów zostało odrzuconych, 11 czeka jeszcze na zakończenie drogi legislacyjnej (niektóre od kilku lat), a tylko 10 ustaw zostało przyjętych przez posłów i stały się obowiązującym prawem. Tylko 10 ustaw obywatelskich przyjęto w ciągu 12 lat! Nie jest to liczba oszałamiająca zważywszy na ilość ustaw przyjętych w tym samym czasie przez Sejm! Tych parę liczb pokazuje jak długa i trudna dla obywatelskich projektów ustaw jest droga do szczęśliwego finału! Ta mało imponująca statystyka pokazuje niski stan najbardziej zaawansowanego społecznego zaangażowania (zmierzającego do stanowienia prawa) oraz jego odbiór i akceptację przez parlamentarzystów, społeczeństwo oraz media. Nie są to liczby napawające optymizmem, dlatego powinny skłonić do popularyzowania tej formy demokracji!

Jeden z obywatelskich projektów ustaw czytanych podczas tegorocznych posiedzeń Sejmu dotyczył zmiany przepisów ustawy o ochronie przyrody w zakresie tworzenia i zmiany granic parków narodowych (na ten temat pisałem wielokrotnie na blogu). Wśród pozostałych były m.in. poparta 215 tys. podpisów ustawa o powrocie do Polski osób pochodzenia polskiego deportowanych przez władze ZSRR, projekt zmiany ustawy o ochronie zwierząt poparty przez 220 tys. osób czy projekty ustaw o uprawnieniach do bezpłatnych i ulgowych przejazdów środkami publicznego transportu zbiorowego, o dochodach jednostek samorządu terytorialnego, o emeryturach i rentach, o systemie oświaty…

W Sejmie o parkach narodowych, w telewizji o żółwiach… w zoo

Choć brzmi to dziwnie, w przypadku projektu ustawy ws. parków narodowych było to drugie pierwsze czytanie (po raz pierwszy miałem zaszczyt czytać w sejmie projekt w styczniu 2011 r.). Wówczas media nie poświęciły tej sprawie (wydarzeniu jakim jest przecież zaangażowanie 250 000 osób!) prawie uwagi, choć w tym dniu nie wydarzyło się nic szczególnie absorbującego uwagę opinii publicznej. Tylko niektóre krajowe gazety („Gazeta Wyborcza”, „Metro”, „Tygodnik Powszechny”) opisały sejmową debatę, ale media elektroniczne – łącznie z publicznymi – milczały! 20 stycznia 2011 r., gdy projekt ustawy był po raz pierwszy czytany, w wieczornych „Wiadomościach” w TVP 1 pojawił się wprawdzie materiał „ekologiczny”: cała Polska dowiedziała się, że do zoo we Wrocławiu sprowadzono żółwie słoniowe z Galapagos. Mająca misję telewizja publiczna nie poświęciła czasu antenowego na przedstawienie starań o zachowanie najcenniejszych obszarów polskiej przyrody dla przyszłych pokoleń, ale na pokazanie żółwi w zoo! Nie pokazano społecznego zaangażowania ćwierć miliona obywateli, zrezygnowano z przedstawienia mało znanej formy demokracji bezpośredniej, czyli obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej. Nie pokazano, bo ktoś uznał, że społeczeństwu lepiej pokazać żółwie w zoo.

W tym roku również największe polski media elektroniczne i papierowe nie poświęciły obywatelskim projektom ustawy zbyt wiele uwagi. Nikt nie zauważył, że Sejm zaczyna rozpatrywać równolegle aż 11 obywatelskich projektów ustaw, co w historii naszego parlamentaryzmu jest wydarzeniem bez precedensu. No i po raz kolejny zmarnowano dobrą lekcję wychowania obywatelskiego.

 

19 mar 2012

We wtorek, 13 marca br. w sali kolumnowej Sejmu odbyło się wysłuchanie publiczne w sprawie obywatelskiego projektu nowelizacji ustawy o ochronie przyrody, którego celem jest zmiana przepisów dotyczących tworzenia i powiększania parków narodowych.

Wysłuchanie publiczne daje szansę wypowiadania się zainteresowanym stronom, ze szczególnym uwzględnieniem tych, które nie miały okazji przedstawienia własnej opinii na temat proponowanej ustawy. Chęć udziału w wysłuchaniu należało zgłosić (na formularzach sejmowych) do 3 marca i z możliwości tej skorzystało aż 196 osób (!), z czego ponad 2/3 zgłoszeń pochodziło od przedstawicieli samorządów lokalnych, który ządzili prawdziwe pospolite ruszenie!

Z jednej strony to dobrze – w państwie demokratycznym każdy powinien mieć prawo wypowiedzieć się, tym bardziej, że chodzi przecież o obywatelski projekt ustawy. Gorzej jednak, gdy za gminne pieniądze zorganizowano wyjazd radnych i urzędników (a co z funkcjonowaniem urzędów w tym dniu?) oraz ich popleczników. Dla przeciwników nowelizacji ustawy zorganizowano transport zbiorowy i do sejmu ruszyły autobusy z Hajnówki i Rucianego-Nidy. Tylko dlaczego bezpłatnego przejazdu do sejmu nie zaproponowano zwolennikom nowelizacji? Burmistrz Rucianego-Nidy na łamach „Gazety Wyborczej” przyznał: „Uwaga jest ciekawa i jeśli będą kolejne wyjazdy, to pomyślę i o zwolennikach parku”.

W grupie przedstawicieli samorządów lokalnych najwięcej było osób z Puszczy Białowieskiej i Piskiej. Z urzędów miast i gmin: Hajnówka (34 osoby), Białowieża (4 osoby), Ruciane-Nida (25 osób), Piecki (7 osób), ponadto ze Starostwa w Hajnówce (7 osób), Nadleśnictwa Strzałowo (7 osób), 5 osób z gminy Zielonki (otulina Ojcowskiego Parku), Goniądza i Trzciannego (Biebrzański PN) oraz z Karpacza, Ustrzyk Dolnych i Związku Gmin Jurajskich[1].

Wśród zwolenników nowelizacji ustawy pospolitego ruszenia nie było, co nie znaczy, że nie było przygotowań do wysłuchania. Zgodnie z zasadą, że nie w ilości siła, ale w jakości, na listę zgłoszeń zapisali się: prof. Maciej Nowicki i prof. Andrzej Kraszewski (byli ministrowie środowiska), prof. Andrzej Bereszyński i dr Andrzej Kepel (obaj są członkami PROP), prof. Tomasz Żylicz i dr Marek Giergiczny (obaj z Ośrodka Ekonomii Ekologicznej Uniwersytetu Warszawskiego), prof. Ludwik Tomiałojć (Uniwersytet Wrocławski), dr Jerzy Kruszelnicki (KOP PAN), dr Adam Jankiewicz i Jadwiga Gąsienica-Chmiel (oboje z Biura Trybunału Konstytucyjnego), pisarz i prawnik Kazimierz Orłoś, dziennikarze Andrzej Bober i Adam Wajrak oraz oczywiście przedstawiciele organizacji pozarządowych[2].

Wysłuchanie rozpoczęło się 13. marca br. o godzinie 11.02 (zakończyło się o 15.11) pod przewodnictwem posła Stanisława Żelichowskiego. Ze względu na dużą ilość osób pragnących zabrać głos, czas wypowiedzi ograniczono do 5 minut, ale rygoru czasowego nie przestrzegano, co sprawiło, że części uczestników uniemożliwiono zabranie głosu.

Głos zabrało łącznie 37 osób – w tym 25 przeciwników i tylko 12 zwolenników zmiany ustawy.

Nie sposób omówić wszystkie wypowiedzi. Ogólnie głosy można było podzielić na dwie grupy: dotyczące obywatelskiego projektu ustawy oraz nie odnoszące się do projektu ustawy, a dotyczące konkretnych parków narodowych i różnych spraw lokalnych.

W pierwszej grupie znalazła się część wypowiedzi przedstawicieli samorządów, którzy głosowali za odrzuceniem proponowanej nowelizacji (powtarzając po raz kolejny argumenty, że jej przyjęcie „zakłóci funkcjonowanie demokracji”, że to „zamach na samorządność”, niezgodne z Konstytucją i Europejską Kartą Samorządową etc. Poza negatywnymi opiniami brak było konkretnych propozycji wyjścia z patowej sytuacji, choć padło kilka głosów, że należy szukać kompromisu poprzez wypracowanie trybu tworzenia parków narodowych oraz rekompensat za utracone dochody (mówił o tym burmistrz Mikołajek, starosta Hajnowski oraz pani wiceburmistrz Pisza).

Merytoryczne i dobrze uzasadnione były wypowiedzi zwolenników nowelizacji ustawy.[3] „Prestiżowe” znaczenie miały zwłaszcza głosy poparcia byłych ministrów środowiska. Prof. Maciej Nowicki, stwierdził „mamy złe prawo, które należy zmienić”, i zadał pytanie dlaczego nie można wprowadzić rekompensat z tytułu utraconego podatku leśnego i zwiększyć zarobków niewielkiej grupie pracowników parków narodowych. Natomiast prof. Andrzej Kraszewski stwierdził, że „tak jak jest teraz to nie działa” i opowiadał o „hojnej rekompensacie” za powiększenie Białowieskiego PN (MŚ proponowało 100 mln zł).

Największym zaskoczeniem dla obecnych na sali, a zwłaszcza dla samorządowców, był głos Sławomira Chmielewskiego, burmistrza gminy i miasta Mogielnica, samorządowca od 14 lat, który …poparł on obywatelski projekt ustawy, mówiąc, że obecne prawo jest złe, samorządy nie są przygotowane do podejmowania tak ważnych decyzji, jakim jest tworzenie parków narodowych oraz że nie jest prawdą, iż formy ochrony przyrody hamują rozwój lokalny.

Oddzielną grupę wypowiedzi stanowiły liczne – niestety – głosy całkowicie nie odnoszące się do obywatelskiego projektu ustawy. Momentami było trochę jak w londyńskim Hyde Park – każdy mówił co chciał – o gnijącym drewnie zalegającym w puszczy, o problemach lokalnych, bezrobociu, rozmnażaniu pszczół, bartnictwie, gospodarce rybackiej itp.

Podsumowanie debaty przypadło mnie – jako przedstawicielowi inicjatywy obywatelskiej. Podziękowałem za przybycie i wszystkie wypowiedzi, nawet za głosy nie dotyczące projektu ustawy. Bo głosy dotyczące problemów lokalnych – choć nie na temat – nie były wypowiedziane na marne, powinny być kierowane nie do autorów nowelizacji, lecz do znajdujących się na sali posłów i przedstawicieli rządu. Zwróciłem uwagę na aspekt Konstytucyjny, a zwłaszcza na niezgodność obowiązujących aktualnie przepisów z artykułem 5 i 163 w powiązaniu z art. 146 oraz zacytowałem fragment mojego wystąpienia podczas I czytania ustawy: „Chciałbym bardzo wyraźnie podkreślić, że celem naszego projektu nie jest pozbawienie kogokolwiek należnych mu praw, w tym prawa do współdecydowania. Dlatego też uważamy, że w ślad za obywatelskim projektem ustawy powinno iść opracowanie szczegółowej procedury tworzenia parków narodowych, która powinna ułatwić wieloetapowy proces ich tworzenia i zapewnić merytoryczny dialog jak najszerszemu kręgowi zainteresowanych stron, a więc zapewnić rzeczywistą partycypację społeczną, by w przyszłości uniknąć podobnych konfliktów, jak to ma miejsce w tej chwili”.

Nie jest zrozumiałe dla mnie, dlaczego samorządowcy utrzymują, że obecne prawo jest doskonałe, zamiast wykorzystać zmianę przepisów do wynegocjowania konstruktywnego i korzystnego dla nich rozwiązania. Dlaczego, zamiast negować sens obywatelskiej nowelizacji i tracić czas na walkę z przepisami, które proponujemy (a które z powodzeniem i od lat funkcjonują prawie w całej Europie), nie zabiegają o uzyskanie korzyści dla obszarów, które w przyszłości będą wchodziły w skład parków narodowych?

————————————————————————————————————

Retransmisję z wysłuchania publicznego można obejrzeć: http://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/transmisje.xsp?unid=35EDBE6930B05A58C12579B5003A3724

Na temat nowelizacji ustawy i wysłuchania publicznego rozmawiano na żywo w TVP INFO i TOK FM:

1. w program “Bliżej” Jana Pośpieszalskiego w TVP INFO, 15 marca o godz. 22.30 (prof. Jan Szyszko, poseł Stanisław Żylichowski i Krzysztof Worobiec):

http://www.tvp.pl/vod/audycje/publicystyka/jan-pospieszalski-blizej/wideo/15032012/6594660

2. w programie „Oburzeni” w Radio TOK FM, 14 marca od godz. 22.10- do 23.00 (dr Dawid Sześciło, Krzysztof Worobiec).

Link do rozmowy: http://www.tok.fm/TOKFM/0,89191.html ; Link do ściągnięcia: http://bi.gazeta.pl/im/4/11345/m11345954.mp3

 


[1] Pełna lista oficjalnie zgłoszonych osób (co nie znaczy, że wszyscy przyjechali do Sejmu): http://www.sejm.gov.pl/SQL2.nsf/zgloszprojall?OpenAgent&7&23

[2] m.in. Dawid Sześciłło – ClientEarth, Robert Cyglicki – Fundacja Greenpeace Polska, Krzysztof Wolfram – Fundacja Zielonych Płuc Polski, Paweł Pawlaczyk – Klub Przyrodników, Małgorzata Górska i dr Przemysław Chylarecki z OTOP, Jacek Engel – Towarzystwo Miłośników Słońska, Władysław Kargol i Jacek Piątek – Towarzystwo Miłośników Połomu, Joanna Chaniło, Wiktor Kabac, Alicja Karczewska, Nela Szczuka – TOK

[3] Głos zabierali kolejno: M. Nowicki, J. Chaniło, A. Kepel, prof. A Kraszewski, D. Sześciło, P. Pawlaczyk, prof. A. Bereszyński, R. Cyglicki, K. Orłoś, K. Wolfram, prof. L. Tomiałojć.

 

20 lut 2012

Pod koniec stycznia br. przedstawiciele organizacji pozarządowych działających na obszarze Puszczy Piskiej i Dorzecza Krutyni spotkali się celem utworzenie “Koalicji na rzecz ochrony Mazurskiego Parku Krajobrazowego” [MPK] i podjęcia – na początek – działań mających na celu przywrócenia Planu Ochrony MPK – podstawowego narzędzia ochrony przyrody i krajobrazu! Plan ten został zawieszony w ostatnich dniach urzędowania wojewody Stanisława Szatkowskiego w…2005 roku! Do tej pory (przez ponad 6 lat !) nie został on przywrócony, ponieważ rzekomo nie udało się uzgodnić go z lokalnymi samorządami i Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska w Olsztynie! Co ciekawe – ci sami przedstawiciele samorządów lokalnych w trwającej od lat dyskusji na temat utworzenia na Mazurskiego Parku Narodowego twierdzą, że jest to przecież zbyteczna forma ochrony przyrody, ponieważ istnieje już doskonale chroniący przyrodę… MPK! Świadczy to nie tylko o hipokryzji, ale jest dowodem na to, że nie zamierzają oni chronić przyrodę mazurską (ów promocyjny „Cud Natury”), choć zgodnie z ustawą o ochronie przyrody to wójtowie i burmistrzowie są organami ochrony przyrody (sic!).

Poniżej apel „Koalicji na rzecz ochrony Mazurskiego Parku Krajobrazowego” skierowane m.in. do marszałka województwa warmińsko-mazurskiego Jacka Protasa, ale nie tylko:                                                                           

                                                                                                                                                         Kadzidłowo, Połom, Zgon, 30 stycznia 2012 r.

                           ADRESACI  + MEDIA  (wg listy)                                                             

My, niżej podpisani przedstawiciele Koalicji Stowarzyszeń, zaniepokojeni wieloletnim brakiem Planu Ochrony Mazurskiego Parku Krajobrazowego oraz szkodliwymi skutkami jego braku, domagamy się natychmiastowego przywrócenia należytej ochrony terenów objętych tą formą ochrony oraz oświadczamy:  

1. 

Mazurski Park Krajobrazowy [MPK] – jak sama nazwa wskazuje – powołany został do ochrony cennego krajobrazu zarówno przyrodniczego jak też kulturowego  najcenniejszej części Mazur. Zgodnie z art. 3 ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 roku o ochronie przyrody [dalej "ustawa"] jednym z podstawowych sposobów realizowania celów ochrony przyrody jest opracowywanie i realizowanie ustaleń planów ochrony dla obszarów podlegających ochronie prawnej. Tymczasem rozporządzeniem nr 41 Wojewody Warmińsko-Mazurskiego z dnia 17 października 2005 roku dotychczasowy plan ochrony MPK został uchylony, a nowy pomimo wielu prób nie został do tej pory uchwalony. 

2.                                                                                                                                               

Zlikwidowanie Planu Ochrony Parku pozbawia MPK możliwości skutecznego działania, a więc dbania o te wartości dla których został powołany. Obecna sytuacja prawna pozwala  na niekontrolowaną ingerencję w środowisko naturalne, a tym samym prowadzi do zniweczenia dotychczasowego wysiłku włożonego w ochronę unikalnych wartości przyrodniczych i krajobrazowych tej części Mazur promowanych przecież jako „Cud Natury”.

3.                                                                                                                                                                                                             

W trwającej od lat dyskusji na temat utworzenia na Mazurach parku narodowego przedstawiciele samorządów lokalnych utrzymują stanowisko, że jest to zbyteczna forma ochrony przyrody ponieważ istnieje już przecież doskonale chroniący przyrodę park krajobrazowy. Jednocześnie te same samorządy lokalne wstrzymują od lat przyjęcie nowego Planu Ochrony MPK!   

4.                                                                                                                                                     

Plan ochrony stanowi podstawę funkcjonowania parku krajobrazowego i jest dokumentem niezbędnym dla osiągnięcia celu ochrony przyrody wyznaczonego przez ustawę. Podstawowymi elementami, które muszą zostać wyznaczone, gdyż stanowią warunek sine qua non dla wypełniania funkcji powierzonych formie ochrony przyrody jaką jest park krajobrazowy są między innymi: cele ochrony przyrody oraz przyrodnicze, społeczne i gospodarcze uwarunkowania ich realizacji; identyfikacja oraz określenie sposobów eliminacji lub ograniczania istniejących i potencjalnych zagrożeń wewnętrznych i zewnętrznych oraz ich skutków; określenie zakresu prac związanych z ochroną przyrody i kształtowaniem krajobrazu; wskazanie obszarów udostępnianych dla celów naukowych, edukacyjnych, turystycznych, rekreacyjnych, amatorskiego połowu ryb i dla innych form gospodarowania oraz określenie sposobów korzystania z tych obszarów. Powyższe elementy wyznaczane są w planie ochrony dla parku krajobrazowego. Oznacza to, iż brak ustanowienia planu ochrony MPK zagraża lub wręcz przekreśla możliwości osiągnięcia wyznaczonych przez ustawę celów ochrony przyrody przez park krajobrazowy.

5.                                                                                                                                            

Zgodnie z art. 18 ust. 2 ustawy o ochronie przyrody, plan ochrony ustanawia się w terminie 5 lat od dnia utworzenia parku narodowego, uznania obszaru za rezerwat przyrody albo utworzenia parku krajobrazowego. Jednocześnie przepisy ustawy, po upływie wskazanego wyżej obligatoryjnego maksymalnego terminu, nie przewidują możliwości nie istnienia planu ochrony dla utworzonego parku narodowego, rezerwatu przyrody albo parku krajobrazowego. Zgodnie z postanowieniami ustawy, park krajobrazowy może funkcjonować bez planu ochrony, lecz wyłącznie w okresie pierwszych pięciu lat od utworzenia. Ustawa przewiduje wprawdzie możliwość zmiany planu ochrony, gdy konieczność taka wynika z potrzeb ochrony przyrody, lecz wówczas, do czasu ustanowienia zmienionego planu, obowiązuje plan pierwotny. Tymczasem w przypadku MPK od 2005 roku nie obowiązuje żaden Plan Ochrony, co stanowi nie tylko zagrożenie dla wypełniania postawionych parkowi celów ochrony przyrody, lecz należy uznać za naruszenie przepisów ustawy.

6.                                                                                                                                                     

Od lat zwracamy uwagę decydentów i mediów na opisany problemie (m.in. pisma Sadyby z dnia 02. 11. 2005 r. i 20. 01. 2006 r. skierowane do Wojewody Warmińsko Mazurskiego i z dnia 9. 06. 2010 r. do Marszałka Warmińsko Mazurskiego, apel Towarzystwa Miłośników Połomu do Marszałka Warmińsko Mazurskiego  opublikowany 13. 03. 2010 r. w G. Wyborczej/Olsztyn: „Władzo nie zwlekaj z ochroną”) lecz brak jest działań mających na celu przywrócenia Planu Ochrony MPK. Tymczasem samorządy lokalne  uzgadniają warunki zabudowy terenów parkowych nie licząc się z opinią MPK, również  Nadleśnictwa i gospodarstwa rybackie prowadzą swoją działalność  często wbrew zamierzeniom ochronnym służby parkowej. Całkowicie niezrozumiałe jest postępowanie Regionalnej  Dyrekcji  Ochrony Środowiska w Olsztynie – instytucji powołanej do ochrony przyrody (sic!), która bez konsultacji z Dyrektorem MPK wydaje pozytywne decyzje dla inwestycji zlokalizowanych nad brzegami jezior w „0” lub „I strefie ochrony przyrody”. Nic więc dziwnego, że na terenie MPK z roku na rok widać coraz większą ilość samowolek budowlanych, a brak planów ochrony umożliwił legalizację wielu z nich (np. zabudowę nad J. Gryżewskim). Coraz więcej jest całorocznych przyczepy kempingowych (tzw. holenderskich), stojących nad brzegami jezior lub ich pobliżu, dzikich pól biwakowych, parkingów etc. Lasy leżące na terenie MPK  zasypywane są tysiącami opakowań plastikowych, rozjeżdżane samochodami, a ostatnio coraz częściej quadami, brak jest odpowiednich oznaczeń i kontroli przez służby leśne. To wszystko powoduje, że te negatywne zjawiska nasilają się z każdym rokiem. Prokuratura i organy ścigania nie przywykły jeszcze do dbałości o przyrodę pojmowanej jako ochronę dziedzictwa i bogactwa narodowego, a więc także jako ich powinność, dlatego naruszanie zapisów ochrony przyrody traktują jako „czyny o małej szkodliwości społecznej”. 

7.                                                                                                                                                 

Uważamy, że najlepszym rozwiązaniem opisanych problemów byłoby utworzenie Mazurskiego Parku Narodowego, jednak obecne prawo to uniemożliwia, dając głos veta samorządom lokalnym, które blokują zarówno utworzenie parku narodowego jak też przywrócenia należnej ochrony przyrody na terenie MPK

8.                                                                                                                                                  

Biorąc powyższe pod uwagę domagamy się od decydentów podjęcia działań mających na celu doprowadzenie do stanu zgodnego z obowiązującym prawem, by móc skutecznie chronić wyjątkową mazurską przyrodę, a do wszystkich którym na sercu leży dobro naszego wspólnego dziedzictwa o interwencję i pomoc!

 

Koalicję tworzą (w kolejności alfabetycznej):

Fundacja na rzecz  Ochrony Przyrody i Krajobraz Mazurskiego Parku Krajobrazowego i Dorzecza Krurtyni

Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba”

Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju Turystycznych Produktów Markowych „Krutynia”

Stowarzyszenie na rzecz Utworzenia i  Ochrony Mazurskiego Parku Narodowego

Towarzystwo Miłośników Połomu

 

  

 

30 sty 2012

W poniedziałek, 23 stycznie o godz. 13.00 w Urzędzie Marszałkowskim w Olsztynie odbyło się spotkanie przedstawicieli Zarządu i Koalicji „Bezpieczna energia” w sprawie obaw związanych z budową w naszym województwie coraz większej ilości wiatraków energetycznych.

 (kliknij na zdjęcia by je powiększyć)

Przypomnę, że Koalicja nie jest  generalnie przeciwna rozwojowi energetyki wiatrowej, lecz tylko przeciwko ich stawianiu gdzie popadnie i domaga się opracowania szczegółowych zasad lokalizacji wiatraków energetycznych z uwzględnieniem stref ochronnych – w celu ochrony ludzi, zwierząt i krajobrazu (o czym w załączonych poniżej postulatach). Gospodarzy reprezentował wicemarszałek Jarosław Słoma oraz dyrektor Departamentu Ochrony Środowiska Bogdan Meina, natomiast koalicję liczącą już 19 stowarzyszeń z obszaru od Elbląga po wschodnią granicę województwa reprezentowali: Marta Akincza (Stowarzyszenie Polskich Architektów Krajobrazu), Jacek Adamas (Kochajmy Warmię), Waldemar Badeński(Stowarzyszenie Aktywności Społecznej im. T.  Reytana, a zarazem radny) i Krzysztof Worobiec (Sadyba). W spotkaniu uczestniczyło też troje dziennikarzy. Przedstawicieli mediów było znacznie więcej, ale pozostali oni przed Urzędem, gdzie od godz. 12-tej trwała pikieta: przedstawiciele Koalicji – pomimo padającego śniegu – stali z wielkim banerem (repliką oficjalnego „Mazury Cud Natury”) obrazującym piękny mazurski krajobraz… upstrzony lasem wiatraków  energetycznych, rozdawali ulotki i rozmawiali z przechodniami na temat naszych zastrzeżeń dotyczących tychże inwestycji].

Marszałek Słoma na przywitanie przedstawił stanowisko Urzędu, skupiając się przede wszystkim na wyrażeniu obawy o krajobraz:  ”Myślę, że mamy podobne spojrzenie na kwestie związane z energetyką, a szczególnie ustawianie ferm wiatrowych. Niestety jako samorząd województwa nie mamy wielkiego wpływu na samorządy lokalne. Możemy jedynie apelować.” Marszałek poinformował, że Urząd pracuje nad stanowiskiem sejmiku województwa w sprawie wzrastającej ilości inwestycji wiatrakowych („… które wprawdzie nie będzie dla gmin nakazem, a bardziej głosem sumienia”), i że skonsultuje je z Koalicją.

 Wizyta przebiegała na zasadzie spokojnej wymiany poglądów, ale by nie było to tylko spotkanie kurtuazyjne (li tylko przedstawienie złożonej wcześnie 10-punktowej listy postulatów – patrz poniżej oraz wymiana zdań) w imieniu koalicji przedstawiłem bardzo konkretne oczekiwania:

1.  sporządzenie inwentaryzacji elektrowni wiatrowych na terenie województwa ponieważ obecnie nikt – nawet urzędnicy – nie wiedzą dokładnie gdzie są, jakie i ile ich jest. Inwentaryzacja powinna obejmować inwestycje już zrealizowane, będące w trakcie realizacji oraz planowane (na które zostały złożone wnioski, rozpoczęto procedury zmiany MPZP, uzgadniane są pozwolenia na budowę etc.) oraz zawierać ilościowe i jakościowe dane dotyczące elektrowni wiatrowych, ich geograficzne rozmieszczenie oraz usytuowanie w stosunku do form ochrony przyrody; 

2. wprowadzenie stałego monitoringu wszystkich inwestycji związanych z energetyka wiatrową na terenie województwa poprzez powierzenie tego obowiązku kompetentnemu pracownikowi urzędu lub stworzenie zespołu, który na bieżąco będzie zbierał wszystkie informacje na temat inwestycji wiatrakowych – jest to niezbędne ponieważ wzrost tego typu inwestycji jest bardzo dynamiczny;

3. stworzenie “platformy informacyjnej” (witryny, strony internetowej np. na stronie Urzędu Marszałkowskiego etc.) w celu publikacji wszelkich danych związanych z elektrowniami wiatrowymi (patrz pkt. 1 i 2), w tym planowanych inwestycji by ułatwić należyty przepływ informacji oraz rzeczywistą partycypację społeczną opartą na rzetelnych informacjach (co obecnie często jest niemożliwe lub utrudnione z powodu braku dostatecznej wiedzy i/lub przekazywania niepełnych lub mylnych informacji – por.: załącznik 1);

4. podjęcie przez Urząd Marszałkowski działań edukacyjnych (szkolenia, seminaria, konferencje, ulotki edukacyjne etc.) skierowanych do szerokiego grona zainteresowanych, w tym do samorządów lokalnych (by te, stanowiąc prawo miejscowe były świadome długofalowych skutków swoich decyzji) mających na celu przedstawienie wszelkich aspektów zwiazanych z energetyką wiatrową: konsekwencje przyrodnicze, zdrowotne, ekonomiczne (koszty związane ze spadkiem atrakcyjności turystycznej, koszty demontażu wyeksploatowanych urządzeń etc);

5. podjęcie działania w celu kompleksowej ochrony krajobrazu w związku z wyjątkowością regionu (“Cud Natury”) poprzez opracowanie planu zagospodarowania przestrzennego całego województwa w celu wyznaczenia miejsc do lokalizacji farm wiatrowych  (“planowanie rozległe” jako przeciwieństwo fragmentarycznego planowania miejscowego – by nie dopuścić np. do sytuacji, że jedna gmina będzie stawiać wiatraki na granicy innej, która wiatraków nie chce);

6. stworzenia zespołu roboczego ds. inwestycji związanych z energetyką wiatrową złożonego z przedstawicieli: Urzędu Marszałkowskiego Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, Wojewódzkiego Biura Planowania Przestrzennego, Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska oraz Koalicji Bezpieczna Energia (oraz przedstawicieli innych instytucji zainteresowanych tematyką) w celu opracowania katalogu „dobrych praktyk” dla inwestycji związanych z energetyką wiatrową, w szczególności określenia zasad lokalizacji inwestycji, sposobu przeprowadzania konsultacji społecznych mających na celu włączenia wspólnot lokalnych i regionalnych oraz organizacji pozarządowych (zgodnie z ustaleniem podjętym na ostatnim spotkaniu, zespół taki powinien zebrać się do 15 lutego).

Ps. Dzień później, 24. stycznia, z okazji gali podsumowującej kampanię „Mazury Cud Natury” pod olsztyńską  filharmonią pojawił się ponownie baner Koalicji (przedstawiający upstrzony wiatrakami mazurski krajobraz) a jej przedstawiciele rozdawali ulotki informując o energetyce wiatrowej i postulatach Koalicji. Jedną z takich ulotek otrzymał wchodzący na galę marszałek województwa Jacek Protas, który z uśmiechem powiedział, że się z zgadza z Kolacją, i że  podzielamy wspólne zdanie. Moment ten zauważyli dziennikarze telewizyjni, skierowali na niego reflektory i poprosili o komentarz. Marszałek powiedział coś o braku planowania na poziomie województwa i  ryzyku utraty cennego krajobrazu (w kontekście „Mazury cud Natury”). Wiele osób które udawało się na gale poparło postulaty Koalicji -  m.in. Krzysztof Hołowczyc, który podobno zapowiedział, że zrobi to oficjalnie…

 

 

  

Czy ktoś  z czytelników chciałby mieszkać w takim sąsiedztwie?  (na zdjęciu Włochy/Apulia)

Poniżej lista postulatów zgłoszonych wcześniej przez Koalicję:

 

Postulaty Koalicji „Bezpieczna Energia”

My, członkowie Koalicji „Bezpieczna Energia”, mieszkańcy Warmii i Mazur, mając na uwadze ochronę naszego regionu – światowej perły turystyki, bogactwa przyrodniczego i krajobrazowego, jednocześnie pragnąc korzystać z odnawialnych źródeł energii pozyskiwanej bezpiecznymi dla ludzi i środowiska metodami, żądamy:

1.        Natychmiastowego wprowadzenia moratorium na powstawanie nowych elektrowni wiatrowych do czasu prawnego i społecznie akceptowalnego uregulowania sposobu projektowania lokalizacji farm wiatrowych oraz do przyjęcia Wojewódzkiego Planu dla rozwoju energetyki opartej na źródłach odnawialnych.

2.        Uchwalenia minimalnej 8-kilometrowej odległości lokalizacji elektrowni wiatrowych od siedlisk ludzkich.

3.       Prowadzenia stałego monitoringu zdrowia mieszkańców terenów położonych w pobliżu elektrowni wiatrowych, szczególnie w promieniu do 10 kilometrów od już istniejących farm wiatrowych, pod kątem:

  • Badania płodu ludzkiego
  • Badanie zdrowia psychicznego i neurologicznego
  • Badanie funkcjonowania systemu immunologicznego

4.      Standardowego wypłacania przez lokalne samorządy odszkodowań związanych ze stratami ponoszonymi przez mieszkańców terenów położonych w sąsiedztwie farm wiatrowych z tytułu:

  • Utraty wartości nieruchomości
  • Strat związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej

 5.        Dokonania przez władze województwa warmińsko – mazurskiego profesjonalnej i niezależnej wyceny strat związanych z budową elektrowni wiatrowych, szczególnie z tytułu:

  • Utraty walorów przyrodniczych i krajobrazowych
  • Strat w branży turystycznej

6.       Nałożenia na Inwestorów obowiązku utworzenia funduszu na  demontaż i utylizację elektrowni wiatrowej po wygaśnięciu jej funkcjonowania, na całkowite usunięcie jej pozostałości, takich jak fundamenty, resztki smarów oraz rekultywację terenu.

7.       Rzetelnego informowania mieszkańców oraz opinii publicznej na temat skutków budowy farm wiatrowych w dziedzinach:

  • Zdrowie publiczne społeczności lokalnej
  • Lokalne środowisko naturalne
  • Finanse gminne
  • Turystyka

8.        Opracowania dla Gmin objętych programem rozwoju energetyki wiatrowej symulacji finansowych w zakresie skutków ekonomicznych przed, w trakcie i po planowanej inwestycji

9.       Uchwalenia minimalnej 15-kilometrowej odległości elektrowni wiatrowych od granic obszarów chronionych:

  • Natura 2000
  • rezerwat przyrody
  • park narodowy
  • park krajobrazowy
  • pomnik przyrody
  • obszar chronionego krajobrazu

oraz od sieci Ekonet

10.     Uznania Koalicji „Bezpieczna Energia” za stronę w konsultacjach społecznych w trakcie prac nad ustawą o „Odnawialnych Źródłach Energii”

Koalicję „Bezpieczna Energia” tworzą obecnie:

  • Warmińsko-Mazurskie Stowarzyszenia na Rzecz ZrównoważonegoRozwoju Energii Odnawialnej i Telekomunikacji,
  • Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba”
  • Warmińsko-Mazurski Oddział Stowarzyszenia Polskich Architektów Krajobrazu,
  • Stowarzyszenie Aktywności Społecznej im. Tadeusza Reytana,
  • Komitet Ochrony Orłów,
  • Towarzystwo Miłośników Ziemi Kętrzyńskiej,
  • Stowarzyszenie Miłośników Wzgórz Dylewskich,
  • Stowarzyszenie „Kochajmy Warmię”,
  • Stowarzyszenie „Dejnowy Pilec”,
  • Stowarzyszenie „Nie Wiatrakom”,
  • Partnerstwo „Dzikie Mazury”,
  • LOP Koło „Żuraw”,
  • Polskie Towarzystwo Ochrony Ptaków
  • Fundacja Albatros
  • Stowarzyszenie Miłośników Rusi nad Łyną
  • Stowarzyszenie „Okiem Konia”
  • Stowarzyszenie „Siedliska Warmińskie”
  • Stowarzyszenie Trójkąt Warmiński
  • Stowarzyszenia Mieszkańców Krainy Bociana EKO-EGO

 

 

18 sty 2012

.

Na 5-tym posiedzeniu Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 12 stycznia 2012 r., drugiego dnia obrad odbyło się pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o ochronie przyrody w zakresie tworzenia i zmiany granic parków narodowych. Choć brzmi to nieco dziwnie, było to drugie pierwsze czytanie – po raz pierwszy projekt, pod którym podpisało się prawie ćwierć miliona obywateli, był już czytany rok temu. „Nasz” punkt obrad sejmu trwał 2 godziny. Obrady prowadził marszałek Cezary Grabarczyk, a na sali obecny był Janusz Zaleski – podsekretarz stanu, Główny Konserwator Przyrody.

(Foto: Stefan Okołowicz; kliknij na zdjęcie by je powiększyć)

Tuż po godzinie 14-tej marszałek zapowiedział:

Przystępujemy do rozpatrzenia punktu 8. porządku dziennego: Pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o ochronie przyrody (druk nr 23). Proszę o zabranie głosu przedstawiciela Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej, pana Krzysztofa Worobca, w celu przedstawienia uzasadnienia projektu ustawy”.

Tak oto po raz kolejny przedstawiałem i uzasadniałem posłom projektu ustawy, którego głównym celem jest przełamanie impasu w tworzeniu nowych i powiększaniu istniejących parków narodowych. Zgodnie z międzynarodową definicją, prawem i praktyką międzynarodową oraz ze względu na rangę obiektów o najwyższych walorach przyrodniczych, kompetencje do tworzenia parków narodowych powinny należeć do najwyższych władz krajowych, czyli rządów lub parlamentów. Taka właśnie praktyka jest stosowana w większości krajów europejskich – m.in. w Estonii, Czechach, Niemczech, Austrii, we Włoszech, Francji, w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Danii, Szwecji, ale także w Kanadzie i Nowej Zelandii. Inaczej jest w Polsce: tu najwyższa władza kraju nie może samodzielnie podejmować decyzji o utworzeniu lub powiększeniu parku narodowego, ponieważ samorządy lokalne mogą się na to nie zgodzić i to bez konieczności uzasadnienia swojego zdania. Nie sposób wskazać drugie państwo europejskie, w którym funkcjonowałby podobny model tworzenia parków narodowych!!!

Dlatego też proponujemy powrót do dobrze funkcjonującego stanu prawnego, obowiązującego w Polsce przez 77 lat – od 1934 do 2001 r. – poprzez zmianę obowiązku uzgadniania z samorządami decyzji w tym zakresie na ich opiniowanie. Ta niewielka zmiana (słowa „uzgadnianie” na „opiniowanie”) ma kluczowe znaczenie dla ochrony przyrody i jej zachowania w nienaruszonym stanie dla przyszłych pokoleń. „Uzgodnienie” ma bowiem charakter wiążący, a zatem jeśli organ uchwałodawczy samorządu nie zgodzi się na utworzenie parku narodowego, to tereny o wyjątkowych walorach naturalnych i znaczeniu narodowym czy nawet światowym, nie mogą być chronione jako parki narodowe!

Przyjęcie poprawki nie spowoduje natychmiastowego utworzenia jakiegokolwiek parku narodowego, ale powinno usprawnić zablokowany mechanizm ich tworzenia. Wbrew twierdzeniom przeciwników nowelizacji, że „zakłóci ona funkcjonowanie demokracji”, że „ograniczy samorządy„, że „pozbawi ich prawa do decydowania„, a nawet „uniemożliwi dialog społeczny„. Mamy przeciwne zdanie. Uważamy, że proponowana przez nas ustawa szeroko otworzy zamkniętą do tej pory furtkę do dialogu. Zresztą stanowisko to znalazło potwierdzenie w przywołanej opinii Rady Ministrów: „samorządy zachowują w pełni prawo do decydowania o nieruchomościach będących ich własnością, a organy uchwałodawcze jednostek samorządu terytorialnego zachowują możliwość wyrażania swojego stanowiska poprzez zaopiniowanie odpowiedniego aktu prawnego. Taka forma umożliwi skuteczny dialog pomiędzy organami, bowiem opinia będzie musiała zawierać merytoryczne uzasadnienie. (…) Dzięki temu będzie możliwy dialog prowadzący do wypracowania konsensusu„.

Tyle Rada Ministrów. Podobne stwierdzenie znajdujemy też w opinii Biura Analiz Sejmowych. „Wydaje się, iż słusznie podkreślają projektodawcy, że propozycja ta umożliwi prowadzenie z samorządami prawdziwego dialogu, którego brakowało, gdy dysponowały one prawem weta”.

Po moim wystąpieniu (trwającym 30 minut wystąpieniu) w imieniu klubów poselskich oświadczenia składali:

- poseł Arkadiusz Litwiński (PO) wyraził poparcie projektu i powiedział że wyrażanie opinii przez samorządy jest zasadne, ale stosowanie prawa veta nie: ” czym innym jest wyrażanie opinii, czego jesteśmy zwolennikami,[...] a czym innym jest udzielanie komukolwiek prawa weta. To przywołuje wspomnienia związane z niekoniecznie najlepszymi kartami naszej historii. Weto, liberum veto zawsze kojarzyło się niedobrze„;

- poseł Jerzy Szmit (PiS) wyraził wątpliwości Klubu: ” Ogromne wątpliwości budzi główne przesłanie projektu, które zmierza do pozbawienia organów samorządu terytorialnego możliwości decydowania o utworzeniu bądź poszerzeniu działającego na ich terenie parku narodowego„, wyraził zdanie, że „bezpośrednio zainteresowanych obywateli trzeba po prostu przekonać o tym, że zmiana ta nie utrudni im życia, a może nawet wpłynie na poprawę warunków ich bytowania„, a ostatecznym sprawdzianem mogłoby być referendum;

- poseł Marek Domaradzki (Ruch Palikota) w krótkim wystąpieniu oświadczył: ” Istniejące przepisy niezaprzeczalnie naruszają konstytucyjne prawa obywateli do skutecznej ochrony przyrody [...] Klub Ruch Palikota zagłosuje za proponowanymi zmianami w ustawie o ochronie przyrody.Zagłosuje za nowoczesnym i sprawiedliwym zarządem nad ochroną dobra narodowego, którym niewątpliwie są parki narodowe.”

- poseł Marek Gos (PSL): ” przygotowany przez inicjatywę obywatelską obywatelski projekt ochrony przyrody Klub Parlamentarny Polskiego Stronnictwa Ludowego uważa za co najmniej wątpliwy i dyskusyjny w tym punkcie”,

- poseł Eugeniusz Czykwin (SLD): „chcę oświadczyć, że klub SLD nie poprze projektu, o ile nie znajdą się w nim zapisy gwarantujące rozstrzyganie sporów o zakres i metody działań służących ochronie przyrody w drodze dialogu i poszukiwania rozsądnego kompromisu. Dla nas rozsądny kompromis oznaczać będzie znalezienie rozwiązań, które, zapewniając podwyższanie standardów ochrony przyrody, nie spowodują pogorszenia warunków życia miejscowej ludności”

- poseł Mariusz Orion Jędrysek (Solidarna Polska) w imieniu Klubu stwierdził: „Myślę, że kompromis w tym wypadku musi być wypracowany. Minister środowiska powinien mieć możliwość podejmowania ostatecznej decyzji w tym zakresie, która pomija opinie samorządów terytorialnych, jednocześnie dając możliwość rekompensaty w tym zakresie czy zapewniając jak najmniejszą stratę w interesach” .

Wszyscy posłowie w imieniu swoich klubów docenili nasze społeczne zaangażowanie i opowiedzieli się za skierowaniem ustawy do komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa oraz Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej (jak w zeszłym roku), a poseł PiS dodatkowo do Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Następnie w ramach pytań do przedstawiciela inicjatywy i ministra głos zabierali posłowie: Anna Paluch (PiS), Henryk Siedlaczek (PO), Jerzy Borkowski (RP), Marek Domaradzki (RP), Piotr Chmielowski (RP), Piotr Szeliga (RP), Krystyna Kłosin (PO). Na pytania odpowiadał minister Zaleski, który po raz kolejny potwierdził poparcie resortu dla naszego projektu. Po tym, zgodnie z procedurą, zostałem ponownie poproszony o zabranie głosu.

Podziękowałem za poparcie klubom, posłom i ministrowi, mówiłem o 14 krokach modelu szwedzkiego tworzenia parków narodowych i o tym, że parki narodowe nie są hamulcem. Zacytowałem fragment opracowania prof. Tomasza Żylicza z Warszawskiego Ośrodka Ekonomii Ekologicznej: „Analiza faktycznie obserwowanych konfliktów »parkowych« wykazuje, że ludzie obwiniają parki za ograniczenia, które wcale nie są z nimi związane. Podobnie, obwiniają je za utratę możliwości inwestycyjnych, które były iluzoryczne. Ściśle rzecz ujmując, uciążliwości tego typu nie istnieją realnie”.

Apelowałem również o wszczęcie ogólnopolskiej kampanii na rzecz przywrócenia „dobrego wizerunku” parków narodowych i istoty obszarowych form ochrony krajobrazu oraz zasad ich tworzenia. Stwierdziłem, że możliwe jest wypracowanie procedury efektywnych konsultacji i partycypacji, obejmującej wszystkie zainteresowane grupy – także samorządy !

Debatę zakończył marszałek Eugeniusz Grzeszczak informując, że głosowanie nad wnioskiem o skierowanie projektu dodatkowo do komisji rolnictwa odbędzie się „w bloku głosowań”[1].

W obradach towarzyszyła mi Marta Wiśniewska (WWF – upoważniona do ewentualnego zabrania głosu z sejmowej mównicy w moim zastępstwie). 

Pełny stenogram drugiego dnia 5-go posiedzenia Sejmu: http://orka2.sejm.gov.pl/StenoInter7.nsf/0/E5C152E909FE8A04C1257984004A9393/%24File/5_b_ksiazka.pd 

re-transmisja debaty sejmowej: http://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/transmisja.xsp?documentId=E5C152E909FE8A04C1257984004A9393&symbol=STENOGRAM_TRANSMISJA

(patrz: pkt 8 – od godz. 14.07 do 16-tej ).


 

[1] w piątek, 13.01 Sejm nie zgodził się, by projekt omawiała także komisja rolnictwa. Za wnioskiem o skierowanie do trzech komisji było 189 posłów, 249 było przeciw, a 2 wstrzymało się od głosu.

 

11 sty 2012

Sejm zadecyduje o losie polskiej przyrody -  wspólny komunika prasowy niżej podpisanych organizacji:

W czwartek, 12 stycznia br., Parlament nowej kadencji zajmie się obywatelskim projektem zmiany Ustawy o ochronie przyrody, którego celem jest  zmiana przepisów w zakresie tworzenia i zmiany granic parków narodowych. W 2010 roku podpisało się pod nim ćwierć miliona Polaków. Po raz drugi będzie to pierwsze czytanie, bo poprzedni skład Sejmu nie zdążył zająć się doprowadzeniem projektu do decydującego finału. W związku z tym procedura, która ma zadecydować o losach najcenniejszych przyrodniczo obszarów w Polsce, rozpoczyna się od początku. Organizacje ekologiczne, wśród nich Stowarzyszenie Sadyba,wspierające inicjatywę na rzecz oddania parków narodowi, apelują o jak najszybszą zmianę przepisów, które blokują powoływanie nowych parków narodowych i poszerzanie już istniejących.

W Polsce, od dziesięciu lat nie powstał żaden park narodowy. Jednak wciąż w naszym kraju  są obszary, które wymagają skutecznej formy ochrony, a taką jest w stanie zapewnić wyłącznie park narodowy. Ustawa o ochronie przyrody w obecnym kształcie uniemożliwia nie tylko tworzenie nowych parków narodowych, ale również powiększanie już istniejących. Blokowane jest powołanie nowych: parków  Jurajskiego, Mazurskiego i Turnickiego. Na poszerzenie czeka Białowieski Park Narodowy. Objęcie ochroną całej Puszczy Białowieskiej nie jest możliwe, bo władze samorządowe mogą wetować plany Ministra Środowiska, odpowiedzialnego bezpośrednio za parki narodowe. W praktyce oznacza to, że skarby polskiej przyrody, które są dziedzictwem całego narodu, nie są chronione skutecznie.

Do zadań państwa polskiego należy zapewnienie należytej ochrony dziedzictwa przyrodniczego między innymi poprzez tworzenie i powiększenie parków narodowych. Zadania te nie mogą być jednak skutecznie realizowane przez Rząd, bo zgodnie z obowiązującymi przepisami Ustawy o ochronie przyrody Rada Ministrów jest zobowiązana przedłożyć projekt rozporządzenia o powołaniu lub zmianie granic parku narodowego stosownym jednostkom samorządu, które mają prawo odmówić jego uzgodnienia. Tym samym Rząd nie ma wpływu na bezpieczeństwo ekologiczne państwa, o którym mowa w artykule 5 Konstytucji RP. Obywatelski projekt zmian w ustawie o ochronie przyrody, zastępujący niefortunne prawo weta konsultacjami, umożliwi Rządowi realizowanie polityki ekologicznej w zgodzie z Konstytucją.

11 sierpnia 2010 roku w oświadczeniu dla mediów poprzedni Minister Środowiska, profesor Andrzej Kraszewski, przyznał, że mamy złe prawo, które uniemożliwia rządowi tworzenie i zmianę granic parków narodowych – przypominają organizacje ekologiczne.  Nieznane jest jednak stanowisko nowego Parlamentu. Ekolodzy mają nadzieję, że tym razem procedura legislacyjna zostanie przeprowadzona w szybki i sprawny sposób, a parlamentarzyści wysłuchają głosu obywateli, którzy podpisali się pod obywatelskim projektem zmian.

Kadzidłowo – Warszawa, dn. 10-01-2012

Lista (w porządku alfabetycznym) organizacji ekologicznych, które popierają obywatelski projekt zmiany ustawy o ochronie przyrody :

Client Earth

Fundacja Dzika Polska

Fundacja Ekologiczna Arka

Fundacja EkoRozwoju

Greenpeace Polska

Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków

Pracownia na rzecz Wszystkich Istot

PTOP Salamandra

Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur “Sadyba”

Stowarzyszenie na Rzecz Utworzenia i Ochrony Mazurskiego Parku Narodowego

Towarzystwo Ochrony Krajobrazu

WWF Polska

22 gru 2011

Tym razem poruszę temat wydawałoby się „polityczny”, bo dotyczący referendum w sprawie usunięcia wybranego niedawno burmistrza. Ale to tylko pozór bowiem problem dotyczy kontaktów „władzy” (samorządowej) z organizacjami społecznymi. Te ostatnie nie są traktowane jak sojusznik  czy partner w dyskusji i zbyt często są marginalizowane i/lub traktowane przez sprawujących wadzę jak „szkodnik”(wyjątek stanowią organizacje związane edukacją i pomocą dla dzieci i młodzieży – bo one wyręczają samorządy, oraz organizacje sportowe). Niestety takie postępowanie obserwuję od  lat nie tylko na szczeblu gminnym…

Gdy jakiś czas temu, w trakcie podróży, otrzymałem SMS-a informującego, że w gminie Ruciane-Nida (w której mieszkam i w której siedzibę ma Stowarzyszenie Sadyba) szykuje się referendum w sprawie odwołania burmistrza …między innymi z powodu jego kontaktów z Sadybą, pomyślałem że to marny żart. Co prawda przywykłem już do wszelkiego rodzaju pomówień na temat Stowarzyszenia, którego jestem współzałożycielem i prezesem, dlatego wcale nie zdziwiłaby mnie plotka o tym, że to Sadyba odpowiada za demonstracje w Atenach i upadek greckiego rządu, dymisję Berlusconiego, klęskę nieurodzaju i plagę szarańczy w Afryce, tsunami czy tegoroczny nieurodzaj grzybów, ale gdy już zobaczyłem ulotkę wydaną przez zwolenników odwołania w referendum nie tak dawno wybranego burmistrza, ogarnęło mnie przerażenie. W tej anonimowej ulotce napisano, że:

doskonale widać. że po 10 miesiącach urzędowania tych Panów na tym stanowisku, – gmina znajduje się na krawędzi upadłości [a za to] mamy wzmożoną współpracę z Sadybą i Parkiem Krajobrazowym – instytucjami, które dążą do utworzenia parku narodowego„.

Z takiego zestawienia wygląda, że miedzy tymi faktami istnieje jakiś tajemniczy związek  - jaki, nie wiem. Ja nie zauważyłem owej „wzmożonej” współpracy obecnego burmistrza z Sadybą (wzmożonej współpracy nie zauważył też dyrektor Mazurskiego Parku Krajobrazowego – o czym poinformował mieszkańców w listopadowym biuletynie gazety gminnej), a już zwłaszcza w sprawie utworzenia parku narodowego. Owszem, tuż po wyborach samorządowych spotkałem się z nową ekipą rządzących w gminie Ruciane-Nida ….w Warszawie, w Sejmie, w podkomisji do spraw zmiany ustawy w zakresie tworzenia parków narodowych. Tyle tylko, że tam siedzieliśmy naprzeciw siebie, reprezentując dwa skrajne obozy: ja zwolenników zmiany przepisów ułatwiających tworzenie parków narodowych, a pan Oplach burmistrz Rucianego – Nidy, reprezentował samorządowców stanowczo sprzeciwiających się tej zmianie. Później spotkaliśmy się także w Technikum Leśnym w Nidzie na tzw. „konsultacjach społecznych” (sic!) w sprawie utworzenia (lub nie) parku narodowego na Mazurach, ale tam też aż nadto  widoczne było jak wielka dzieli nas różnica zdań. Jednak pomimo tak odmiennych zdań, także w kwestii utworzenia  starowierskiego parku kulturowego (pisałem o tym projekcie wielokrotnie na blogu) – ja jestem za, burmistrz przeciw, rozmawiamy ze sobą, nie kłócimy się i nie obrażamy, bo każdy z nas ma przecież prawo do własnego zdania, i to szanujemy. Jest to zupełnie nowa jakość, bo z poprzednim burmistrzem nie było ani współpracy ani możliwości jakiegokolwiek dialogu.

 

Powyżej fragment ulotki o ktorej mowa w tym tekście (by powiększyć kliknij na obraz )

Wracając do ulotki nawołującej do referendum:  jej anonimowi autorzy (a więc w domyśle grupa ludzi która chce przejąć władzę w gminie, bo przecież nikt nie chce tylko odwołania burmistrza jeśli  nie ma swojego kandydata na ten stołek) zarzucając obecnemu burmistrzowi „wzmożoną współpracę z Sadybą„  pokazują iż oni nie są zwolennikami współpracy z organizacjami pozarządowymi, a to  jest już niezgodne nie tylko z dobrymi obyczajami, ale też z obowiązującym prawem, w tym z konstytucją!

Już w preambule naszej ustawy zasadniczej czytamy przecież: „…ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej jako prawa podstawowe dla państwa oparte na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości, współdziałaniu władz, dialogu społecznym…” a ten dialog społeczny opiera się na równym traktowaniu wszystkich obywateli, bowiem: „nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny” (artykuł 32). Ponadto zgodnie z artykułem 12: „Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność tworzenia i działania związków zawodowych, organizacji społeczno-zawodowych rolników, stowarzyszeń, ruchów obywatelskich, innych dobrowolnych zrzeszeń oraz fundacji.”, a władze samorządowe – nie tylko burmistrz Rucianego – Nidy, mają przecież ustawowy obowiązek współpracy z organizacjami pozarządowymi (!!!). Obowiązek ten określa bardzo wyraźnie ustawa z dnia 8 marca 1990 roku o samorządzie gminnym, w której artykule 7 zapisano, że:

Zaspokajanie zbiorowych potrzeb wspólnoty należy do zadań własnych gminy. W szczególności zadania własne obejmują sprawy:

19) współpracy z organizacjami pozarządowymi.”

Z przykrością stwierdzam – a przedstawiciele wielu innych organizacji pozarządowych to potwierdzają, że zbyt wielu samorządowców nie wywiązuje się z tego zadania traktując działające zgodnie z prawem organizacje jak wrogów (wynika to często z mylnego przeświadczenia iż społecznicy zechcą odebrać im władzę – co jest nonsensem), a z wrogiem się nie rozmawia i nie współpracuje. Taka postawa świadczy o nieznajomości prawa oraz podstawowych zasad funkcjonowania demokratycznego społeczeństwa obywatelskiego (ale też złym wychowaniu). Postawa ta skutkuje tym, że często podejmowane są próby wyeliminowania społeczeństwa (organizacji społecznych, które są jego częścią) z procesu podejmowania decyzji, także poprzez odmowę ich udziału w przewidzianych prawem postępowaniach administracyjnych. Jakże często społeczeństwo (organizacje społeczne) dowiadują się za „za pięć 12-ta” o planach mających poważny wpływ na los ich i ich najbliższej okolicy (lub dowiadują się już po fakcie). Opisywane w poprzednim moim wpisie przykłady (budowa wiatraków koło Korsz, planowana żwirownia w Rusi) są jednymi z wielu…

 

21 lis 2011

 

Zakończona niedawno kampania „Mazury – Cud Natur”  przyczyniła się do promocji nie tylko Mazur, ale całego województwa warmińsko-mazurskiego. To dobrze, ale szkoda jednak, że samorządowcy i urzędnicy wszelkich szczebli, którzy z takim zapałem zajmowali się wirtualną promocją i namawiali do głosowania w internecie, nie mieli (nie mają) takiego samego zapału by chronić ów cudy natury. Mało tego, to oni właśnie często są zagorzałymi przeciwnikami realnej jego ochrony, a przykładem tego jest choćby ich sprzeciw wobec planów utworzenia parku narodowego (zajmującego powierzchnię ok. 1.5 % województwa), bo podobno… zahamuje to rozwój całego regionu, lub przyzwolenie na budowę trasy tranzytowej przecinającej Krainę Wielkich Jezior! Decydenci ci godzą się natomiast na inwestycje mogące owemu cudowi natury zaszkodzić. Godzą się – często wbrew protestom społeczności lokalnych, na inwestycje degradujące wartość regionu, działając nie tylko wbrew głoszonym hasłom o wyjątkowości naszego krajobrazu (= natury), ale też przeciwko tym, którzy ich wybrali lub którym mają – jako urzędnicy państwowi -  służyć! Przykłady takich działań jest wiele – poniżej kilka z nich.

Mieszkańcy wsi Ruś protestują przeciwko utworzeniu wielkiej żwirowni, której eksploatacja doprowadzi do zniszczenia krajobrazu i zakłóci wyjątkowy, letniskowy charakter wsi zwanej niegdyś „Warmińską Szwajcarią”. Mieszkańcy ci zrzeszyli się, zakładając stowarzyszenie, by móc działać skuteczniej. Niestety wójt gminy Stawiguda nie wspiera ich w działaniach, nie widząc nic szkodliwego w lokalizacji tej inwestycji. Nie wspiera, choć to on powinien przecież reprezentować interesy mieszkańców wsi Ruś, a nie interes inwestorów -  nawet gdyby ci ostatni obiecywali złote góry (bo inwestycja wiąże się przecież z utratą spokoju i jakości życia jego sąsiadów i wyborców)!

Podobna sytuacja jest w gminie Reszel, gdzie mieszkańcy protestują przeciwko planom budowy farmy elektrowni wiatrowych. Poza uzasadnionymi obawami zbyt bliskiej lokalizacji planowanej inwestycji od siedzib ludzkich protestujący zwracają uwagę na ich negatywny wpływ na cenny przyrodniczo i kulturowo krajobraz: ponad 200 – metrowej wysokości wiatraki mają stanąć na obszarze pomiędzy wsiami Pilec, Bezławki i Święta Lipka. Ławo sobie wyobrazić rewitalizowaną właśnie barkową perełkę jaką jest sanktuarium w Świętej Lipce, czy też wyjątkowy gotycki kościół w Bezławkach z kręcącymi się wiatrakami w tle! Orędownikiem takiej „metamorfozy krajobrazu” jest burmistrz Reszla, wspierany przez radnych, którzy uważają, że wiedzą lepiej czego potrzebują ich wyborcy, a ich najważniejszym argumentem są zyski (potencjalne) jaki niesie zgoda na lokalizację wiatraków. Samorządowcy z Reszla popierają budowę wiatraków wbrew woli mieszkańców oraz dotychczasowej strategii, z której wynika, że priorytetem gminy jest rozwój turystki!

Reszel ze względu na swój wyjątkowy koloryt, zabytki oraz stałą obecność artystów ma (miał?) wyjątkowy potencjał i szansę bycia „Kazimierzem Północy”. Niestety władze miasta potencjału tego nie potrafiły do tej pory wykorzystać, a w mieście walą się zabytki – niedawno runął zabytkowy budynek dawnego hotel „Pod królem Prus” pozostawiony przez swojego właściciela na pastę losu. Bez szybkiej i skutecznej interwencji taki sam los spotka zapewne piękną, barokową plebanię stojącą między zamkiem a farą (już widać dziury w dachu, a penetrująca woda i zima mogą szybko doprowadzić do kolejnej katastrofy budowlanej). Mając przysłowiową kurę, która mogłaby znosić złote jaja, burmistrz jednego z najładniejszych miasteczek (na dodatek należącego do sieci miast Citta – slow, a więc propagującej koncepcję dobrego, miłego i spokojnego życia oraz lokalne produkty spożywcze, rzemiosło bazujące na tradycji lokalnej, drobne firmy rodzinne, budownictwo ekologiczne, oraz pełną kontrolę środowiska, jakość powietrza, wody etc.) w poszukiwaniu zysków dla gminy godzi się na budowę wiatraków, godząc się na zniszczenie walorów krajobrazowych gminy oraz spokój wielu jej mieszkańców!

W sąsiedniej gminie Korsze protestów społecznych  nie było, bo tam kilkanaście wiatraków już wzniesiono … po cichu i bez stosownych konsultacji. Zaskoczeni mieszkańcy z tego faktu nie są wcale zadowoleni: „Sołtys Małgorzata Zubek mówi, że mieszkańcom najbardziej przeszkadza ich szum, który szczególnie daje się we znaki w nocy. Są też problemy z oglądaniem telewizji [...] Tego przed postawieniem turbin nie było. Byliśmy też bardzo oburzeni, że o budowie farmy dowiedzieliśmy się dopiero wtedy, gdy zaczęli stawiać te wiatraki po żniwach w 2010 r.” (G. Wyborcza/Olsztyn 28. 07. 2011). Ich niezadowolenie byłoby jeszcze większe, gdyby wiedzieli o skutkach lokalizacji wiatraków zbyt blisko siedzib ludzkich: w literaturze medycznej opisano negatywny wpływ elektrowni wiatrowych (hałas, migotanie świateł, emisja infradźwięków niesłyszalnych dla ludzkiego ucha) na zdrowie mieszkających w promieniu 3 kilometrów ludzi jako chorobę wiatrakową lub tzw. syndrom turbiny wiatrowej. Z tego powodu na zachodzie wiatraki stawia się w odległości 2,5 kilometra (lub dalej) od siedzib ludzkich, a u nas zaledwie w odległości 350 metrów! Niestety, władza  mająca „mandat społeczny” ignoruje to, używając demagogii: „Myślę, że tym ludziom, którzy protestują trzeba na miesiąc zabrać elektryczność i może wtedy zrozumieją, że prąd jest potrzebny – komentuje. – Elektrownie wiatrowe są jedną z bezpieczniejszych form pozyskiwania energii, dużo korzystniejszą dla środowiska niż np. węglowe czy jądrowe. Jeśli chcemy obywać się bez prądu i wrócić do średniowiecza, to proszę bardzo.” (to wypowiedź Ryszarda Ostrowskiego – burmistrza Korsz – G. Wyborcza/Olsztyn. 21. 09. 2011).

Właśnie dlatego że nie żyjemy w średniowieczu mamy świadomość oraz iwiemy jakie negatywne skutki mogą przynieść takie złe inwestycje. Poza tym jestem pewien: gdyby 350 metrów od domu wójta gminy Korsze planowano farmę ponad 200-metrowych wiatraków, a wójtowi Stawigudy tuż za płotem żwirownię, z której olbrzymie ciężarówki hałasując i kurząc woziłby całymi dniami żwir, to powołując się na demokrację i partycypację społeczną czyniliby wszystko, by do inwestycji tych nie dopuścić, a nie opowiadali bajki o powrocie do średniowiecza!

Wbrew demagogicznym stwierdzeniom, nikt nie chce powrotu do średniowiecza, nikt też nie protestuje generalnie przeciwko budowie wiatraków czy żwirowni, lecz przeciwko ich lokalizacji – złej ze względów społecznych, krajobrazowych i  przyrodniczych! Między innymi z tego powodu w Olsztynie, w dniu 16 września 2011 roku doszło do spotkania przedstawicieli dziewięciu stowarzyszeń  działających na rzecz zachowania dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego Warmii i Mazur, który utworzyli Koalicję „Bezpieczna Energia” i przyjęli wspólną deklarację programową wyrażającą zdecydowany sprzeciw wobec niekontrolowanego  rozwoju energetyki wiatrowej. Tym samym Koalicja dołączyła do grona organizacji społecznych działającej w obronie społeczeństwa przed szkodliwym oddziaływaniem farm wiatrowych na turystykę, jakość życia mieszkańców i wartość ich nieruchomości. Należy podkreślić, że stowarzyszenia tworzące koalicję wyrażają niezadowolenie z  takiego procesu planowania, który narusza podstawowe zasady demokratyczne, dlatego chcemy by najpierw określone zostały szczegółowe wytyczne określające warunki realizacji inwestycji tego typu i domagamy się pilnego wszczęcia rzetelnych badań nad sposobem realizacji projektu energetyki wiatrowej w naszym kraju, a w szczególności regulacji prawnych dotyczących polityki przestrzennej, ochrony zdrowia, przyrody i dziedzictwa kulturowego, wykluczających  lokalizacje elektrowni wiatrowych zbyt blisko obiektów mieszkalnych i najcelniejszych obszarów przyrodniczych i kulturowych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

08 paź 2011

 O Muzeum Nowoczesności w Olsztynie – raz jeszcze.

Jeszcze na temat  zagospodarowania zabytkowego tartaku Raphaelsohnów w Zakolu Łyny w Olsztynie – profesor Robert Traba wrzucił po raz kolejny swój „kamyczek” do „tartaczno-muzealnego ogródka” (patrz wpis poprzedni). Tak naprawdę to nie wrzucił „kamyczek”, ale postawił bardzo solidny „kamień milowy” w postaci autorskiej wizji „Muzeum Nowoczesności. Robert Traba pisze: „w „nowoczesności” zawiera się potencjał opowiedzenia najważniejszego dla zrozumienia współczesności fragmentu historii regionalnej i europejskiej zarazem, okresu między rokiem 1871 a dniem dzisiejszym. Kwintesencją muzeum powinna być nie maszyna i sensu stricte technika, lecz CZŁOWIEK i jego uwikłanie w nowoczesne przemiany. Poprzez takie zdefiniowanie przesłania Muzeum można, wykorzystując naturalne przestrzenie (tartak, zajezdnia), materialne zdobycze techniki oraz nowoczesne środki audiowizualne, zarówno opowiedzieć o roli nowoczesności w dwóch totalitaryzmach (lata 30. i I połowa lat 50. XX wieku), wielkiej transformacji po 1989, jak i o zmianach jakości życia codziennego, oddziaływaniu na mniejszości narodowe itp.[...] Olsztyńskie muzeum powinno być tożsamościowe, ale jednocześnie w pełnym znaczeniu tego słowa otwarte, kontrowersyjne, ale nie konfliktowe, wieloperspektywiczne, ale nie ideologiczne. To zarazem autorska wizja muzeum narracyjnego, którego: „sensem jest opowieść o przeszłości za pomocą konstruowania przestrzeni, wyboru eksponatów, wizualizacji plastycznych [i które] od 2013 roku powinno się ono stać samodzielną instytucją miejską (z czasem w koalicji z władzami wojewódzkimi i centralnymi). Jej zadaniem byłoby opracowywanie szczegółowej koncepcji, gromadzenie zbiorów, specjalistyczne badanie dziejów miasta, związków między rozwojem techniki i kultury w ciągu ostatnich 150 lat historii Europy”.

Wizja Roberta Traby może wydawać się zbyt śmiała i rewolucyjna. Wbrew pozorom nie jest to jednak koncepcja ewolucyjna – to kreatywne i dojrzałe rozwinięcie wcześniejszej idei utworzenia w budynku tartaku „Muzeum techniki i rozwoju regionalnego”. Przypomnę, że historię opuszczonego tartaku przy ul. Knosały odkrył pasjonat historii Olsztyna Rafał Bętkowski, który starał się losem zaniedbanego budynku zainteresować wiele osób, media i organizacje społeczne, ale – jak później pisał – trafiał na niewidzialny mur niemożności, bo „środowisko olsztyńskie okazało się w tamtej konstelacji układów zupełnie nie przygotowane i za słabe” (aby podjąć się ratowania zabytku, na którym ówczesne władze postawiły przysłowiowy krzyżyk). Sytuacja uległa zmianie w sierpniu 2007 r.: Stowarzyszenie Sadyba złożyło wniosek do wojewódzkiego konserwatora zabytków i w listopadzie 2007 r. „budynek w konstrukcji szkieletowej z ceglanym wypełnieniem […] ostatni już przykład architektury industrialnej na terenie pierwszej olsztyńskiej dzielnicy przemysłowej” został wpisany do rejestru zabytków. Planowany do rozbiórki budynek ocalał, pozostał problem: jak zagospodarować uratowany zabytek? Rafał Bętkowski zaproponował utworzenie muzeum techniki, ja „muzeum industrialnego rozwoju miast i regionu - nowoczesnego muzeum pokazującego drogi dojścia do „nowoczesności”, w którym zabytki techniki oraz przedmioty życia codziennego ilustrowałyby etapy rozwoju (a więc w odróżnieniu od istniejących muzeów techniki, zabytki techniki w powiązaniu z dokumentacjami fotograficznym, kartograficznymi, filmami archiwalnymi, wszelkiego rodzaju dokumentami i drukami miałyby „funkcję służebną” w przedstawianiu historii Olsztyna i regionu)”(więcej: Borussia nr 46/2009), a więc w zamyśle muzeum narracyjne ukazujące „drogę ku nowoczesności”. Koncepcja ta, poparta przez kolację stowarzyszeń w składzie: Sadyba, Święta Warmia, Forum Rozwoju Olsztyna, Stowarzyszenie Konserwatorów Zabytków i Borussia (w kolejności „ukazywania się na scenie”), początkowo była odrzucana przez ówczesne władze miasta, jednak w końcu znalazła także poparcie Prezydenta Olsztyna, dzięki czemu jest obecnie realizowana przy zaangażowaniu Miejskiego Ośrodka Kultury. Dzięki pozyskaniu unijnych funduszy budynek tartaku będzie wyremontowany i przez najbliższe lata będzie musiał (zgodnie z wymaganiem projektu) pełnić funkcję placówki muzealno – wystawienniczej jako „Centrum Techniki i Rozwoju Regionu „Muzeum Nowoczesności”(podporządkowane MOK-owi). Zgodnie z wymogami unijnej dotacji przez 5 lat w placówce tej nie będzie można sprzedawać biletów ani prowadzić jakiejkolwiek działalności zarobkowej. Po tym okresie centrum wystawiennicze będzie można jednak przekształcić w muzeum z prawdziwego zdarzenia. Dlatego też rozpoczęcie rewitalizacji budynku nie zamknęło dyskusji na temat kształtu tworzonego w nim muzeum, oraz zagospodarowania terenu wokół niego (zwłaszcza znajdującej się po sąsiedzku budynku dawnej zajezdni), jak również miastotwórczego znaczenia planowanej inwestycji i całego Zakola Łyny. Jest bowiem szansa, by tartak stał się nie tylko ozdobą miasta, ale po raz kolejny przyczynił się do jego rozwoju. To przecież nie tylko ostatni, cudem ocalały obiekt z pierwszej olsztyńskiej dzielnicy przemysłowej. To nie tylko świadek historii, ale też jej „aktywny współtwórca”, ponieważ pod koniec XIX w. jako „producent” materiałów budowlanych przyczynił się do rozwoju nowoczesnego miasta. Teraz, na początku XXI w., tartak zamieniony na muzeum może ponownie przyczynić się do rozwoju Olsztyna: wpływając nie tylko na wygląd Zakola Łyny, ale też na centrum miasta, stając się niezmiernie istotnym punktem na osi od koszar artyleryjskich poprzez Park Centralny (planowany) po areszt (a więc osi, wzdłuż i wokół której powinno się rozwijać centrum miasta).

Realizacja koncepcji Roberta Traby daje szansę, jakiej Olsztyn nie miał od lat: szansę utworzenia muzeum jakiego nie ma nie tylko w Polsce, ale bodajże w całej Europie.

Czy koncepcja ta jest jednak możliwa do realizacji? Wiele osób być może uważa, że nie. Moim zdaniem tak! Na świecie trwa „muzealny boom”: wraz z rozwojem technik wystawienniczych, zmianą zainteresowań oraz koniecznością gromadzenia eksponatów i śladów działalności człowieka następuje wzrost zainteresowań muzeami. Powstają muzea tematyczne i narracyjne, odbiegające od tradycyjnych „świątyń sztuki”, które stają się chlubą miast (nadając im nową jakość i rangę) oraz magnesem dla turystów. Powstają muzea – kolosy (Muzeum Akropolu w Atenach, Muzeum Sztuki Islamskiej w Katarze, Muzeum Architektury i Sztuki XXI Wieku w Rzymie) i mniejsze, bardzo często śmiałe w pomyśle i futurystyczne w kształtach: np. nie posiadające (z złożenia!) własnych zbiorów Contemporary Jewish Muzeum w San Francisco (zaprojektowane przez Daniela Libeskinda jako dobudówka do budynku elektrowni z początku XX w.), Muzeum Niewinności w Stambule (inspirowane powieścią tureckiego noblisty Ohrana Pajuka), muzeum sztuki małżeństwa – artystów Arp w nowoczesnym budynku połączonym z czynną, zabytkową stacją kolejową w Rolandseck nad Renem; muzeum Mercedesa czy Porsche (oba w Stuttgarcie). „Muzealny boom” trwa też w Polsce, gdzie powstaje około 40 placówek muzealnych. W Warszawie powstaje ich kilka, wszystkie bardziej nowoczesne niż podawane często za wzór Muzeum Powstania Warszawskiego (w 2009 roku ponad 500 000 zwiedzających!): otwarto już Muzeum Fryderyka Chopina (koszt 81,5 mln zł, z czego 50 mln zł dało państwo, resztę Unia Europejska) oraz Centrum Nauki „Kopernik” (koszt 364,8 mln zł, z czego aż 207 mln zł z EU), planowane są: Muzeum Historii Żydów Polskich (koszt: 252 mln zł – finansowanie: państwo, miasto i darczyńcy), Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Muzeum Historii Polski (koszt 350 mln zł, z tego 300 mln zł z UE), Muzeum Wojska Polskiego (koszt 470-480 mln zł – trwają starania o dofinansowanie EU). Muzea i galerie powstały, są budowane bądź planowane także w innych miastach – większych i mniejszych: Krakowie, Wrocławiu, Łodzi, Katowicach, Poznaniu, Szczecinie, Toruniu, Białymstoku, Rzeszowie, Częstochowie i Radomiu.

Krakowie, w dawnej i opuszczonej zajezdni tramwaju konnego otwarto Muzeum Inżynierii Miejskiej.

 

Przy zabytkowej zajezdni w Krakowie, pod piramidą ze szkła, można oglądać zbiornik na paliwo (może to dobre rozwiązanie dla zabytkowej komory kanalizacyjnej Shone’a w Olsztynie ?).

Jest tam też edukacyjny plac zabaw.

W Olsztynie i województwie mamy (na razie) „muzealną prowincję”, bo od lat (poza kilkoma prywatnymi) nie powstało tu żadne nowe muzeum.

Wiele osób krytykuje pomysł „kosztownej adaptacji ruiny”, czyli rewitalizacji olsztyńskiego tartaku. A co powiedzą o utworzeniu Muzeum Nowoczesności, które – jak proponuje prof. Traba – będzie wiązało się także z powołaniem nowej instytucji kultury? Warto więc przypomnieć, że nie tak dawno dyskutowano na temat Olsztyna jako metropolii oraz z tej okazji zwrócić uwagę, że metropolia to nie tylko duże miasto, które stanowi centrum gospodarcze większego obszaru, ale też jego centrum kulturalne !. Warto zwrócić również  uwagę, że ustawa o samorządach gminnych z 1990 roku określa jasno, że „powoływanie i utrzymanie instytucji kultury – w tym także muzeów należy do zadań własnych gminy” (artykuł 7.1.9), a z ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej z 1991 roku wynika, że jest to działalność o charakterze obowiązkowym (artykuł 9.1 i 9.2). Wymawianie się natomiast brakiem środków finansowych – jako barierą utrudniającą tworzenie muzeum, może świadczyć jedynie o braku woli politycznej, ignorowaniu historii i dziedzictwa kulturowego i/lub niskiej operatywności władz. Z punktu widzenia długofalowej strategii rozwoju miasta, fundusze niezbędne do utworzenia kolejnej placówki muzealnej – choć duże dla zwykłego śmiertelnika, w porównaniu do innych inwestycji infrastrukturalnych nie są ani duże, ani nieosiągalne, a to, że są osiągalne, pokazuje powyższa lista tworzonych muzeów tworzonych obecnie w Polsce. Muzeum nie tworzy się po to, by wykorzystać tylko fundusze z najbliższego programu unijnych dotacji, dlatego warto pamiętać, że tworzy się je na wieki, a ten proces tworzenia jest długotrwały, potrzebne są więc długofalowe i konsekwentne działania (nie obliczone na okres jednej kadencji urzędowania władz miejskich). Przykładem udanych realizacji takich długofalowych planów jest powstanie Forum Kultury (Kulturforum) w Berlinie czy Dzielnicy Muzealnej (Museums Quartier) w Wiedniu. W Berlinie, na zniszczonym w 1945 r. obszarze w pobliżu parku Tiergarten powoli i konsekwentnie przez pół wieku powstawał kompleks najważniejszych w mieście instytucji kultury (Filharmonia Berlińska wraz z muzeum instrumentów muzycznych, Biblioteka Państwowa, liczne muzea i galerie: Neue Nationalgalerie, Gemäldegalerie, Kunstgewerbemuseum), a poszczególne budowle projektowali światowej sławy architekci jak Mies van der Rohe czy Hans Scharoun. Natomiast w centrum zabytkowego Wiednia – tuż obok cesarskiego Hofburgu i klasycznych muzeów sztuki, powstała 10 lat temu Dzielnica Muzealna – centrum sztuki współczesnej (Muzeum Leopoldów, Kunsthalle, Muzeum Sztuki Współczesnej). Ten – początkowo krytykowany (przez media i konserwatywną część społeczności) projekt mniejszości został szczęśliwie zrealizowany i dzisiaj stanowi jedną z wizytówek Wiednia.

Taką wizytówką Olsztyna  może w przyszłości stać się Zakole Łyny. Robert Traba pisze: „Olsztyn nie był i nie będzie, ani Wiedniem, ani Paryżem. Olsztyn ma jednak potencjał na muzeum, które swoją atrakcyjnością może się równać z najlepszymi europejskimi projektami [...] Olsztyn ma szansę realizacji Muzeum Nowoczesności z kilku względów. Jest pomysł. Jest siła i potrzeba społeczna. Jest wstępna przychylność władz miejskich. Jest czas na debatę i porządne przygotowanie strategii.”

 Mam nadzieję, że wizja profesora Traby (pomimo iż „odsuwa w cień” koncepcję, której byłem współautorem) znajdzie szerokie uznanie i skłoni władze Olsztyna do podjęcia odważnej decyzji o jej realizacji – z pożytkiem dla nas wszystkich i dla przyszłych pokoleń.

 Warto dodać, że wizję Profesora Traby popiera Rada Programowa „Centrum Technii i Rozwoju Regionu „Muzeum Nowoczesności”.

Blog Krzysztofa Worobca

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.