.Ruszając w podróż stajemy się wędrowcami, jednymi z wielu anonimowych osób przemieszczających się z miasta do miasta, bo jak pisał Claudio Magris:
„ten, kto podróżuje, pozostaje niezmiennie włóczęgą, obcym, gościem; śpi w pokojach, gdzie przed nim i po nim mieszkali nieznajomi, nie ma własnej poduszki ani dachu nad głową.[…] W podróży, będąc nieznajomym wśród nieznajomych uczymy się być Nikim, pojmujemy konkretnie, że jesteśmy Nikim. To właśnie pozwala w ulubionym miejscu, które stało się niemal fizycznie częścią albo przedłużeniem nas samych, powiedzieć za Don Kichotem: Tutaj wiem, kim jestem.” [1]
Może nie do końca jesteśmy włóczęgami bez własnego dachu i poduszki, ponieważ w podróży zawsze mamy własne …książki. Zwykle bierzemy ich dwie torby. W pierwszej przewodniki – ostatnio były to dwa, ogólne bedekery po Włoszech oraz dwa dotyczące samej Toskanii (w tym ulubiony ni to album, ni przewodnik: Franco Cardiniego „Toskania – Pejzaż, historia, sztuka”). Ponadto jeden przewodnik po Grecji oraz, tak na wszelki wypadek, po wyspach greckich i Sardynii (bo przecież do końca nie wiemy gdzie trafimy…). Jak przystało na geografa zabieram też cały plik bardziej i mniej szczegółowych map, które są przydatniejsze, niż coraz powszechniejsze GPS-y, zwłaszcza gdy cel podróży wybiera się w ostatniej chwili, widząc na przykład drogowskaz z jakąś intrygującą czy znajomą nazwą. W drugie torbie mamy książki zbierane w ciągu roku, z myślą, że podczas wakacji „się je przeczyta”. Bardzo często jest to lektura tematycznie odpowiednia do wojaży. Fundacja Zeszytów Literackich w serii „Podróże” wydaje bardzo interesujące książki, z których wiele (większość) dotyczy Włoch: Pawła Muratowa „Opisy Włoch – Wenecja” oraz „Opisy Włoch – Rzym”,[2] Wojciecha Karpińskiego „Pamięć Włoch”, Adama Szczucińskiego „Włoskie miniatury” czy cytowanego na wstępie Claudio Magrisa „Podróż bez końca”. Na uwagę zasługują książki Muratowa, rosyjskiego podróżnika, pisarza, a przede wszystkim historyka sztuki, który prawie 100 lat temu wyznaczył nowatorski standard pisania o podróżach: bardzo erudycyjny i posługujący się techniką filmowych zbliżeń i oddaleń. Choć od czasu, gdy autor oglądał zabytki Włoch minął już prawie wiek, a w otoczeniu ich zaszły drastyczne niekiedy zmiany, opisy Muratowa pozostają nadal żywe, ciekawe i inspirujące – dlatego warte czytania. Nic więc dziwnego, że stały się one jedną z najważniejszych lektur polskich teoretyków sztuki i pisarzy takich jaki Jarosław Iwaszkiewicz czy Paweł Hertz.

To lubimy- greckie klimaty ( w tle Monemvasia) i dobra lektura.
Poza serią „Podróże” Zeszyty Literackie wydają równie ciekawe książki warte zabrania w podróż, bo zawierające refleksje i trafne spostrzeżenia podróżników- literatów. Fragmenty z nich były już wielokrotnie cytowane w moich tekstach – jest to choćby trylogia szkiców Zbigniewa Herberta („Labirynt nad morzem”, „Barbarzyńca w ogrodzie” „Martwa natura z wędzidłem”) czy Marka Zagańczyka „Droga do Sieny”, który opisuje krajobrazy wokół Sieny (choć nie tylko tam), a zwłaszcza dolinę rzeki Orci (Val d’Orcia), gdzie przebywamy równie chętnie co autor. W ostatniej podróży towarzyszyły nam także bestseller-owe czytadła pisarza- winiarza Ferenca Mate (niby to żadna wielka literatura, ale bardzo dobrze się czytająca, bo trafnie opisująca toskańską rzeczywistość – krajobraz, ludzi i ich zachowanie) oraz „Wędrówki po Włoszech” Ferdynanda Gregoroviusa. Temu autorowi, mającemu mazurskie pochodzenie, należy poświęcić nieco więcej miejsca.
Ferdynand Adolf Gregorovius urodził się w 1821 roku w Nidzicy (Nibork, niem. Neidenburg) na Mazurach. Jego przodkowie nosili polskie nazwisko Grzegorzewski, a następnie jego zlatynizowaną formę Gregorovius oraz „pieczętowali się herbem przedstawiającym kruka oraz pierścień, podkowę i chorągiewkę na białym i czerwonym polu”. [3] Radca sądowy Ferdynand Tymoteusz skutecznie doprowadził do odbudowy zniszczonego przez wojska napoleońskie zamku w Nidzicy. Jeden z jego synów, Gustaw, walczył w powstaniu listopadowym, drugi Juliusz, został pruskim pułkownikiem i zasłużył się dla Nidzicy. Zgodnie ze Słownikiem geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich [4] w 1883 roku wydał on w Kwidzynie monografię rodzinnego miasta: „Die Ordensstadt Niedenburg” (str. 276). Największą sławę zdobył jednak trzeci z braci – Ferdynand Adolf Gregorovius, który po ukończeniu gimnazjum w Gąbinie (niem. Gubinnen) od 1938 roku studiował teologię na uniwersytecie w Królewcu. Po ich ukończeniu oraz wygłoszeniu dwóch kazań, doszedł jednak do wniosku, iż brak mu powołania, dlatego jako doktor filozofii rozpoczął pracę nauczyciela najpierw w Działdowie, a potem w Królewcu. W roku 1852 udał się do Włoch, gdzie na wiele lat osiadł w Rzymie i rozpoczął długotrwałe studia nad średniowiecznymi dziejami tego Wiecznego Miasta. Efektem tych badań stała się publikowana w latach 1859- 1872 ośmiotomowa monografia: „Geschichte der Stadt Rom im Mittelarter” („Historia średniowieczna Rzymu”). Opublikowanie tej monumentalnej monografii sprawiło, że Gregorovius uzyskał sławę wśród europejskich historyków oraz – jako pierwszy Niemiec w historii, tytuł honorowego obywatela Rzymu! Zainteresowania Gregoroviusa nie ograniczały się tylko do średniowiecznych Włoch. W roku 1889 ukazała się jego „Geschichte der Stadt Aten im Mittelarter („Historia średniowiecznych Aten”).
Jak podaje cytowany już Słownik geograficzny, historyk opublikował ponadto „Geschichte des römischen Kaisers Hadrian und seiner Zeit” („Historia rzymskiego cesarza Hadriana i jego czasy”) oraz „ Die Grabmaeler der römischen Paebste” („Grobowce rzymskich Papieży”), a jego
„mniejsze prace: „Die Idee des Polenthums” i „Polen- und Magyarenlieder” (Królewiec 1848 i 49) tchną wielką sympatią dla Polaków”.
Gregorovius zmarł w 1891 roku w Monachium, a w roku 1913 urnę z jego prochami wmurowano w cokole pomnika, który władze rodzinnej Nidzicy wzniosły na górze zamkowej, by uczcić pamięć jego ojca.
Podróżując od północy Włoch poprzez Elbę, Caprii i Sycylię po Wielką Grecję, czyli półwysep Salentyński na południu włoskiego buta, Gregorovius spisywał historie odwiedzanych krain i miast, notował swoje uwagi i spostrzeżenia, a następnie opublikował je w pięciu książkach pod tytułem „Wanderjahre in Italien” (polskie 2-tomowe wydanie nosi tytuł „Wędrówki po Włoszech”). Książkę tę otrzymaliśmy od przyjaciół – Eli i Roberta T., tuż przed wyjazdem do Włoch jako lekturę uzupełniającą i porównawczą. Okazało się, że ten XIX-wieczny opis Włoch jest nie tylko cennym źródłem informacji o historii i kulturze Włoch, ale zawiera też wnioski i refleksje ponadczasowe, dzięki czemu stanowi interesującą lekturę „na drogę”. Dla przykładu – dzięki tej książce poznaliśmy dzieje miasta i portu Tarent w Apulii, ale też… spróbowaliśmy cozze nere, czarnych muszli, z których słynęło miasto, a których hodowle opisywał Gregorovius.

Tarent i Mare Piccolo od wieków słyną z owoców morza…
„ Wielka zatoka, a zwłaszcza Mare Piccolo, dziś jeszcze słynie z obfitości ryb, a przede wszystkim skorupiaków. Łowi się tu małże przeróżnych gatunków; głównie jednak cozze nere i ostrygi, które plenią się w zdumiewających ilościach. Cozze nere to czarne podługowate skorupiaki, mniej więcej wielkości małego palca, które są ulubioną potrawą ludową; dostarcza się je statkami do wszystkich miast portowych aż po Neapol i Bari.”
Dzięki lekturze XIX -wicznego opisu podróży spróbowaliśmy tego ludowego przysmaku. Warto było – makaron z muszlami był pyszny!

… a najbardziej znane są czarne muszle cozze nere.
[1] Claudio Magris,
Podróż bez końca, Wstęp, Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2009;
[2] to opisy miast wybrane z monumentalnego dzieła „Opisy Włoch” (wydane w Berlinie w 1911, 1912, 1924 r.),
[3] posłowie Pawła Hertza w: Ferdynand Gregorovius, Wędrówki po Włoszech, 1990, Warszawa, PIW
[4] „Idea Polskości” oraz „Polskie i Węgierskie Pieśni” – za Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, red. B. Chlebowski, W. Walewski wg planu F. Sulimierskiego, 1890, Warszawa: Wł. Wawelski